01.02.2026

Pogoń jak Widzew. Kasa jest ważna, ale sama nie zagra

Pogoń Szczecin ma swoje ambicje i chciała to udowodnić w zimowym okienku transferowym, bo ściągnięcie Angielskiego, Szalaia czy – zaocznie – Dziczka robiło wrażenie, z kolei Motor… No niby też ma ambicje, ale zimą był aktywny jak przeciętny niedźwiedź, czyli wcale. Logika podpowiadała więc, że szczecinianie będą faworytem i w Lublinie wygrają, ale Ekstraklasa nie tak często ma coś wspólnego z logiką, zatem wygrał Motor.

Ktoś może powiedzieć, że gra Pogoni nie wyglądała momentami wcale tak źle i okej, ale też fakty są takie, że jedyny gol dla gości padł z kompletnego przypadku. Mianowicie najpierw był rykoszet przy podaniu do Ulvestada, a potem był rykoszet przy uderzeniu Norwega. Wpadło, ale ile szczęścia Pogoń miała po drodze, oj, dużo.

Pogoń pokonana w Lublinie. Wykończenie znów szwankowało

Problemem szczecinian na pewno jest wykończenie i było to widać już jesienią, naczelnymi przykładami są spotkania z Wisłą Płock i – szczególnie – z Jagiellonią, kiedy Portowcy walili jak w bęben, a ostatecznie i tak przegrali. Tutaj tak skrajnie nie było, ale gdyby Juwara czy Mukairu mieli chłodniejsze głowy, też powinno wpadać. Natomiast nie wpadało.

Gorzej, że gorączka dopadła też Grosickiego, który fatalnie wykonał rzut karny. Kopnął tak, jakby rano nie zjadł śniadania, albo jakby jego ciało przejął – niczym w Kosmicznym Meczu – losowy kibic, który nieszczególnie ma pojęcie o podejściu do jedenastki.

Piłka leciała i płakała, więc Brkić spokojnie ją zgarnął. Skakał przed tym karnym, czarował i najwyraźniej Grosickiego zaczarował, choć czy tutaj potrzeba było magii? Na ostatnie pięć jedenastek w Ekstraklasie pomocnik wykorzystał dwie. Oczywiście patrząc całościowo wciąż ma niezłe statystyki, tylko cztery pudła przez całą karierę, też pamiętne wcinki nad zrozpaczonymi golkiperami, ale od jakiegoś czasu nie idzie.

I nie tylko z karnych, też z rożnych, dziś trudno było mu przekopać nad pierwszym obrońcą.

Motor miał więc w tym spotkaniu trochę szczęścia, ale też po prostu korzystał ze swoich szans. Najpierw piłka odbiła się od Czubaka w polu karnym, potem sam na sam wykorzystał Ndiaye. To z całą pewnością najdziwniejszy piłkarz w tej lidze, ponieważ niby widać, że coś potrafi, ale jednocześnie potrafi z wybitną regularnością zagrać idiotycznie. Nie było więc wiadomo, czy mając przed sobą tylko bramkarza, wycofa piłkę do Brkicia, kopnie w chorągiewkę, czy jednak strzeli, ale tak się wylosowało, że jednak strzelił.

Gospodarze po pesymistycznej zimie mają więc jakiś powód do optymizmu, a Pogoń może sobie podać ręce z Widzewem. Miało być lepiej niż jesienią, a zaczęło się tak samo, jeśli nie gorzej.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot.Newspix

Artykuł Pogoń jak Widzew. Kasa jest ważna, ale sama nie zagra pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl