31.01.2026

Z taką obroną mistrzostwa nie będzie. Lechia wypunktowała Lecha

Praca nad grą w defensywie miała być jednym z tych aspektów, nad którymi Lech miał intensywnie pracować w trakcie zimowych przygotowań. Była diagnoza problemów, miało być lepiej, zresztą przekonywano, że już pod koniec rundy jesiennej były symptomy, że idzie to ku lepszemu. Sobotni mecz z Lechią nie pozostawił jednak złudzeń – zespół dowodzony przez Nielsa Frederiksena wciąż w tej kwestii nie dojeżdża. Ekipa Johna Carvera zafundowała Kolejorzowi zimny prysznic w ten i tak już niezwykle mroźny wieczór w Poznaniu.

Ludzie, którzy mimo boleśnie niskiej temperatury wybrali się na stadion przy Bułgarskiej mogą pluć sobie w brodę (licząc, że ślina w trakcie nie zamarźnie). Ekscytacja związana z powrotem Ekstraklasy potrwała bowiem w Poznaniu łącznie jakieś kilkanaście minut.

Lech Poznań – Lechia Gdańsk 1:3. Kolejorz wciąż ma problem z obroną

Lechia wyszła na mecz z nastawieniem, że naciśnie na Lecha od razu i… okazała się to wyjątkowo skuteczna strategia. Już w drugiej minucie Camilo Mena pognał lewą stroną, łatwo ograł Michała Gurgula, a następnie zagrał do Tomasza Neugebauera, który mając sporo miejsca precyzyjnie wpakował piłkę do siatki przy bliższym słupku bramki Bartosza Mrozka. Jeśli w ten sposób Kolejorz chciał podgrzać atmosferę na starcie spotkania to wybrał sposób, który niespecjalnie przypadł do gustu poznańskiej publiczności.

Natomiast to oczywiście tylko żart, bo generalnie jeśli o piłkarzach Lecha mielibyśmy powiedzieć, że prezentowali się w pierwszych dwóch kwadransach dobrze, to wyłącznie mając na myśli ich przywiezione z Abu Zabi opalenizny. Bo wiadomo, przy swojej jakości i sposobie gry gospodarze oczywiście z czasem zaczęli przejmować inicjatywę, natomiast nie przekładało się to na żadne konkrety.

Aktywnością z pewnością wyróżniał się Ali Gholizdaeh. Jego centrostrzał długo pozostawał próbą, po której Kolejorz był najbliżej umieszczenia piłki w siatce (zaznaczmy: daleką od powodzenia), w innej obiecującej akcji – zaczętej dobrym odbiorem Kozubala – zagrał w polu karnym do Bengtssona, ale całość spaliła na panewce. Irańczyk i Szwed szukali się jednak nawzajem i momentami całkiem nieźle im się ta współpraca układała, czego dowodem bramka na 1:1 autorstwa tego pierwszego po znakomitym dograniu skrzydłowego ze Skandynawii.

To by jednak było na tyle z naprawdę dobrych okazji bramkowych. Znacznie lepsze miała Lechia – choćby bliźniaczą do bramkowej (którą zresztą miała miejsce niewiele po niej), gdy znów z lewej strony urwał się Mena, był też strzał Kolumbijczyka w obramowanie bramki, była interwencja Mrozka po strzale Wójtowicza. Był jednak Lech w miarę żywy, zaczęło pachnięć tym, że po przerwie swoją dominację udokumentuje wyjściem na prowadzenie.

W szatni jednak gracze Nielsa Frederiksena chyba chronili się przed mrozem tak skutecznie, że wydało im się, że znowu są w słonecznych Emiratach. Lechia wyszła na drugą część meczu tak jak na pierwszą, czyli z zamiarem wyprowadzenia ciosu tak szybko, jak to możliwe, Lech zaś był kompletnie zdekoncentrowany. Najpierw sygnał ostrzegawczy wysłał Sezonienko, którego strzał obronił Mrozek, a już chwilę później goście znów byli na prowadzeniu po kuriozalnym samobóju Milicia. Chorwat nienękany przez rywala w dość prostej sytuacji próbował zablokować dośrodkowanie Meny, ale zrobił to na tyle pechowo, że wpakował piłkę do własnej siatki. Potem nie popisał się drugi ze stoperów, Skrzypczak, który stracił z radaru Bobcka (to raczej mało rozsądne, gdy stoper spuszcza z oka najlepszego strzelca ligi), a ten obsłużony znakomitym podaniem przez Cirkovicia skarcił gospodarzy za ten moment nieuwagi.

I tym razem Lechia, choć znów oddała inicjatywę, już przewagi nie wypuściła. Lechowi dalej brakowało konkretów pod bramką – jak już gospodarze strzelali, a strzelali całkiem sporo, to w zdecydowanej większości niecelnie. Trzy uderzenia w światło bramki to okazało się za mało nawet na najgorszą defensywę pierwszej części sezonu. Nie pomogło Lechowi wejście gwiazd – Palmy i wracającego po kontuzji Walemarka. Obaj próbowali szarpać, szukali pojedynków, chcieli zrobić różnicę, ale okopana na swojej połowie Lechia skutecznie te próby neutralizowała. Kompletnie bezproduktywny był Ishak, podobnie Rodriguez. Kolejorz zwyczajnie nie miał argumentów, by dobrze dysponowaną Lechię jakoś ukąsić.

Widać więc, że Lech potrzebuje nie tylko tego, by jego ofensywne gwiazdy były zdrowe, a o obronę tytułu nie trzeba będzie się martwić. Parafrazując słynne powiedzenie z Titaniciem, w drużynie (prawie) wszyscy byli zdrowi, tylko skutecznej obrony nie mieli.

NOTY:

Lech Poznań:

Mrozek 5 – Pereira 3, Skrzypczak 2, Milić 2, Gurgul 3 – Kozubal 5, Jagiełło 3, Rodriguez 4, Gholizadeh 6, Begtsson 6, Ishak 2

Rezerwowi: Palma 5, Walemark 4, Gumny 4, Moutinho bez oceny, Agnero bez oceny

Lechia Gdańsk:

Paulsen 5 – Wójtowicz 5, Pllana 5, Rodin 5, Vojtko 4 – Neugebauer 6, Zhelizko 5, Mena 7, Sezonienko 5, Cirković 6 – Bobcek 7

Rezerwowi: Wjunnyk bez oceny, Kurminowski bez oceny

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Artykuł Z taką obroną mistrzostwa nie będzie. Lechia wypunktowała Lecha pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl