Przerwa zimowa w rozgrywkach Ekstraklasy powoli zmierza do końca. Jedni, jak Widzew Łódź, dalej wydają olbrzymie pieniądze i ściągają uznane nazwiska. Inni, jak Korona Kielce, wzmacniają się mniejszym kosztem, ale robią to konkretnie i rozsądnie. Są jednak też zespoły, które nie do końca wykorzystały okienko i mogą czuć pewien niedosyt. Kto w Ekstraklasie „przegrał” zimę?
Spis treści
Przegrani zimy w Ekstraklasie. Wisła Płock – piłkarze, których podebrano
Zespół z Płocka jest niespodziewanym liderem rozgrywek, ale tabela jest tak spłaszczona, że Wisła ma ledwie cztery punkty więcej od zajmującego ósme miejsce Lecha Poznań. Pamiętajmy, że mówimy o drużynie, która co prawda w dziesięciu ostatnich spotkaniach Ekstraklasy jest niepokonana, ale jednocześnie wygrała… dwa z nich. Przypominamy to, żeby zaznaczyć, że owszem, Wisła ma wielką szansę, by sporo osiągnąć, ale okoliczności wskazują na to, że trzeba też zadbać o to, żeby na wiosnę nie popaść w przeciętność. Czy tak było? Niekoniecznie.
Transfery wyglądają tak, że na ten moment nie ma w Wiśle nikogo konkretnego. Blisko wzmocnienia zespołu jest Dominik Sarapata, który co prawda utknął w Kopenhadze, ale w Górniku Zabrze pokazywał wielki potencjał. Nie zdziwimy się, jeśli Mariusz Misiura również sprawi, że Sarapata pokaże swój talent, tyle że fakty są takie, że w okresie przygotowawczym trener nie mógł nad tym popracować. Ani nad nikim innym, bo „zaklepany” Michał Król trafi do Wisły dopiero latem.

Mariusz Misiura, trener Wisły Płock, na gali „Piłki Nożnej”
Zimą lider ligi był klubem, do którego ktoś niby miał trafić, ale jednak decydował się na inną ofertę. Weźmy Nahuela Leivę. Analizując jego wiek i ostatnie miesiące można w ogóle mieć wątpliwości, czy to sensowny ruch, o czym pisał w tym tekście Szymon Janczyk, niemniej Argentyńczyk reprezentujący Hiszpanię mógł trafić do Wisły, lecz wybierze Jagiellonię.
Nie był to jedyny taki przypadek. W Płocku przegrali też walkę o Luquinhasa, któremu Wisła oferowała wiele, lecz przegrała z Radomiakiem, gdzie piłkarz ma swojego trenera i sprzyjającą otoczkę w szatni. Lider nie skorzystał więc z faktu, że pozycja w tabeli mogła pomóc w rozmowach, napędzić jakieś tematy. Do ligi przystąpi bez wzmocnień, co w przypadku beniaminka, który ma szansę na historyczny sezon, nie wygląda dobrze.
Niezależnie od tego, co wydarzy się w kolejnych dniach – kluczowy okres przespano.
Forma drużyny dostarczony przez Superscore
Przegrani zimy w Ekstraklasie. Zagłębie Lubin – rada nadzorcza osłabia klub
Wyobraźcie sobie, że bardzo czegoś chcecie. Jesteście zdecydowani, wiecie, że to będzie zmiana na lepsze i działacie, ale w ostatniej chwili zostajecie zablokowani przez kogoś, kto może to zrobić, a wy na jego decyzję nie za bardzo macie wpływ. A jednocześnie widzicie wyraźnie, że macie dużo większą wiedzę w tym temacie od tego człowieka. Przerąbane, prawda?
No to witajcie w Zagłębiu Lubin, które po 18 kolejkach niespodziewanie plasuje się na świetnym piątym miejscu. Ma dwa punkty straty do lidera i osiem przewagi nad strefą spadkową. Gdyby zapytać, kto był jesienią najlepszym ofensywnym piłkarzem Zagłębia, większość osób wskazałaby Leonardo Rochę, niektórzy być może Marcela Regułę. Portugalczyk trafił do klubu z Lubina przed ósmą kolejką i potrzebował ledwie 11 meczów ligowych, by siedem razy trafić do siatki. Zaliczył jeszcze asystę. Reguła miał lepsze i gorsze spotkania, ale widać było, że dobrze czuje się we współpracy z wysokim napastnikiem. Weźmy bramką na 1:0 z Niecieczy: to Reguła kapitalnie przyjął piłkę, urwał się obrońcom i idealnie wyłożył do Rochy, któremu pozostało trafić do siatki. Takich sytuacji było jeszcze kilka.
Wydawało się, że utrzymanie w składzie wypożyczonego z Rakowa napastnika powinno być dla Zagłębia obowiązkiem. Wszystko zdawało się proste, ruch był po stronie lubinian – wystarczyło zapłacić Rakowowi 900 tysięcy euro. Ok, to nie są małe pieniądze, ale biorąc pod uwagę, że mówimy o napastniku naprawdę bardzo dobrym w skali całej ligi, po prostu trzeba brać. W klubie chcieli tego wszyscy: trener, dyrektor sportowy, sam zawodnik również czuł się tam dobrze i wolał zostać.
I gdy wydawało się, że wszystko jest przesądzone i Zagłębie zabezpieczy się z przodu, Rada Nadzorcza zaczęła zwlekać. Później próbowała zbić cenę. Panowie, niemający pojęcia o futbolu, robili to nieudolnie i w końcu wszystko się wysypało, choć było już na ostatniej prostej.

Leonardo Rocha w barwach Zagłębia
W tym tekście pisaliśmy wprost, że sprawa Rochy dogłębnie pokazuje, że Zagłębie Lubin jako klub, w obecnej formie po prostu nie ma sensu.
Napastnik, który chciał zostać w klubie i którego chcieli tam wszyscy, musiał w tureckim Belek wsiąść w taksówkę i udać się do oddalonego o 12 km hotelu, w którym rezydował Raków Częstochowa. Przecież to jakiś absurd. Zagłębie straciło piłkarza, na którym budowało taktykę. Straciło też czas. Zaraz zaczyna się liga, napastnika brak. Inne tematy się tlą, ale okres, w którym nową postać można było wkomponować do zespołu w miejsce dotychczasowego lidera, został bezpowrotnie stracony.
Zagłębie mogło mieć gościa, który zna naszą ligę i regularnie strzela w niej bramki. Zamiast tego musi szukać nowych opcji. Z czym, nie ukrywajmy, zwykle sobie w Lubinie nie radzimy. Współczujemy trenerowi Leszkowi Ojrzyńskiemu, naprawdę.
Forma drużyny dostarczony przez Superscore
Przegrani zimy w Ekstraklasie. Motor Lublin – nie ma dyrektora, nie ma transferów
Współczujemy też najmłodszemu z ligowych trenerów, czyli Mateuszowi Stolarskiemu. Spoglądamy w tabelę i Motor niby zajmuje 11. miejsce w tabeli, jest blisko środka, ale wygrał ledwie cztery mecze i ma tylko dwa punkty przewagi nad ostatnią w tabeli Termaliką. Możliwe, że zespół z Lublina będzie się do końca bił o utrzymanie, tymczasem nie ma dyrektora sportowego. Właściciel Zbigniew Jakubas już jesienią zapowiedział, że Paweł Golański straci pracę i tak też się stało. Jego następcą będzie Veljko Nikitović, pracujący w tej roli w Arce, ale przyjdzie dopiero latem.
Efekty?
Pierwszy – trener Stolarski, który i tak jest znany ze swojej pracowitości, ma dodatkowe obowiązki. Na obozie w Turcji nie ukrywał, że zajmuje się nie tylko tematyką piłkarską, ale również kwestiami transferowymi. Kiedy do Belek przyleciał Jakubas, panowie siadali i wspólnie debatowali. Mieliby dużo mniej pracy, gdyby klub miał dyrektora sportowego.

Mateusz Stolarski i Zbigniew Jakubas
Drugi – Motor nie planował robić rewolucji w kadrze, ale chciał dokonać zimą dwóch, trzech konkretnych wzmocnień. Kilku piłkarzy dostało zgodę na szukanie sobie nowego klubu, ale to ci, którzy nie dostawaliby regularnych szans na grę. Tyle że do drużyny na razie nikt nie przyszedł.
Trzeci – odejście Pawła Golańskiego nie wpłynęło dobrze na szatnię, o czym pisał w tym większym tekście o sytuacji Motoru Szymon Janczyk. Wielu zawodnikom kończy się latem kontrakt i w teorii już mogliby dogadywać się z nowym klubem. Michał Król czmycha latem do Płocka, o krok od odejścia był Bartosz Wolski.
Słychać, że zawodnikom niekoniecznie podoba się sposób prowadzenia rozmów przez Jakubasa. Poza tym sam właściciel klubu mógłby trochę bardziej przemyśleć niektóre swoje wypowiedzi. Lubimy, gdy ktoś idzie w szczerość, ale warto też myśleć długofalowo. Jeżeli stwierdzasz na łamach „Przeglądu Sportowego”, mówiąc to niemal wprost, że większość twojej drużyny tak naprawdę docelowo nie nadaje się na poziom, jaki chcesz osiągnąć, to nie może to zostać dobrze odebrane w szatni.
Nie ma dyrektora. Są ubytki. Nie ma transferów. Mało kto w Lublinie po takiej zimie jest spokojniejszy o ligowy byt Motoru.
Forma drużyny dostarczony przez Superscore
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Ile Pogoń zapłaci za Szalaia?
- Amorim atakuje Meczyki: „Trzeba być naiwnym”
- Klimczak: Wydanie miliona euro stało się dla nas normą
JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl
Artykuł Lider przegranym zimy w Ekstraklasie? Komu przerwa nie zrobiła dobrze pochodzi z serwisu weszlo.com.