Otto Hindrich zostanie piłkarzem Legii Warszawa. Rumun jest potencjalnym numerem jeden między słupkami Wojskowych – jeśli nie od razu, to od nowego sezonu po spodziewanym odejściu Kacpra Tobiasza. Warto więc bliżej mu się przyjrzeć, zwłaszcza że nie wszystkie sygnały wskazują na to, że jest gotowy do udźwignięcia tej roli.
Można zaryzykować stwierdzenie, że Legia nie pozyskuje gotowego bramkarza, który już osiągnął odpowiedni poziom. On dopiero za jakiś czas ma szansę na niego wejść.
– W 2022 roku poszedł na wypożyczenie na Węgry i wypadł tragicznie. Stąd moja lekka obawa o jego aklimatyzację, ale był znacznie młodszy. Od tego czasu zrobił duże postępy i rozwinął się, co nie znaczy, że jest bramkarzem kompletnym – mówi nam Paweł Kiełbus, ekspert od piłki rumuńskiej.
– W przypadku młodych rumuńskich piłkarzy i ogólnie tej nacji mam zawsze obawy o ich grę poza ojczyzną. Nie generalizując: rumuńscy piłkarze bywają leniwi w kwestii nauki języka i przyswajania taktyki. Dlatego pewnie tak często wybierają Arabię Saudyjską. Ale wiadomo – możesz trafić na kogoś o mentalności Racovitana, albo na kogoś takiego jak Sorescu – podkreśla nasz rozmówca.
Otto Hindrich – nowy bramkarz Legii Warszawa [HISTORIA]
Spis treści
- Otto Hindrich – nowy bramkarz Legii Warszawa [HISTORIA]
- Fatalne wyjście na przedpole
- Porównania do Petera Schmeichela
- Słaba gra nogami, a może jednak dobra
- Słabsza forma w tym sezonie
- Spięcie z doświadczonym kolegą
- Pretensje do obrońców za… pretensje
- Węgierska dusza w rumuńskiej kadrze
- Legenda staje w obronie
- Dobra cena i potencjał sprzedażowy
Hindrich sezon 2022/23 spędził na wypożyczeniu w Kisvardzie. Występował w niej razem z Rafałem Makowskim, który dopiero co rozwiązał kontrakt z GKS-em Tychy. On wypowiada się o nim w ciepłych słowach, mimo że statystyki potwierdzają słowa Kiełbusa. Rumun był ostatni w lidze węgierskiej jeśli chodzi o tzw. „prevented goals”, czyli zapobiegnięte gole (-0,22) i trzeci od końca w interwencjach na refleks (55,9%).
– Od początku wyglądał na kogoś, kto ma papiery na zostanie dobrym bramkarzem. Nie sprawiał wrażenia średniaka. Wiadomo, jak to jest ze statystykami, nie wszystko pokazują. Inna sprawa, że całej drużynie wtedy już bardzo średnio szło, co mogło mieć wpływ także na niego. Czasami coś obronił ponad standard, a czasami przepuścił – jak to młody bramkarz, błędy muszą się zdarzać. Nie przypominam sobie jednak jakichś spektakularnych baboli, które krążyłyby po internecie – mówi Makowski.
I dodaje: – Gdyby trafił do nas wcześniej, gdy zdobywaliśmy wicemistrzostwo Węgier, byłoby mu znacznie łatwiej. Mieliśmy wtedy dużo więcej jakości w zespole.
Faktycznie, Kisvarda zakończyła rywalizację na szóstym miejscu w tabeli, zdobywając 16 punktów mniej niż sezon wcześniej. Degrengolada zresztą postępowała i rok po odejściu Hindricha klub ten spadł z węgierskiej ekstraklasy.
Fatalne wyjście na przedpole
Jego największa wpadka w Nemzeti Bajnoksag to chyba domowy mecz z Paksi. Gospodarze w doliczonym czasie w kuriozalny sposób stracili prowadzenie 2:1. Hindrich wyszedł z bramki do podbitej piłki, ale na koniec stanął jak wryty. To samo zrobili obrońcy i Alen Skribek strzelił jednego z najłatwiejszych goli w życiu.
– Doszło do zbiorowego nieporozumienia, tak to można najlepiej opisać – trener Laszlo Torok starał się być dyplomatą. – Na początku mojej kariery trenerskiej obiecałem sobie, że nie będę krytykował swoich zawodników. Złamałem się raz, w Fehervarze, i nie chcę tego powtarzać. To był kardynalny błąd, który będziemy musieli przeanalizować – między wierszami dało się wyczuć, że ma pretensje do bramkarza, choć do końca gryzł się w język.
Hindrich miał w Kisvardzie cieplarniane warunki, bo w umowie wypożyczenia zagwarantowano mu minimalną liczbę występów. – W węgierskich realiach to dość często spotykany zapis, nikogo on nie dziwi i nie oburza – tłumaczy Makowski.
Na początku powstało małe zamieszanie. Kisvarda informowała, że ma opcję wykupu zawodnika, natomiast Cluj i jego agent zapewniali, że chodzi o samo wypożyczenie. Koniec końców bramkarz wrócił do CFR zgodnie z planem.
Porównania do Petera Schmeichela
Przed udaniem się na Węgry doświadczenie Hindricha w seniorskim futbolu zamykało się w dwudziestu pięciu meczach w rumuńskiej ekstraklasie i osiemnastu w drugiej lidze plus dwóch spotkaniach w krajowym pucharze. Na wejściu uchodził za olbrzymi talent. Dyrektor sportowy CFR, Bogdan Mara porównywał nawet 17-letniego blondyna do jednej z bramkarskich legend. – Mamy Otto. Ten chłopak będzie nowym Peterem Schmeichelem – zapowiadał, gdy dziennikarze zastanawiali się, kto wypełni lukę w bramce po odejściu Litwina Giedrusa Arlauskisa.

Po powrocie do Cluj długo nie poprawiał dorobku meczowego. W edycji 2023/24 nie wystąpił ani razu, bo niepodważalne miejsce w składzie miał Razvan Sava, sprzedany potem do Udinese za 2,5 mln euro.
Poprzedni sezon nowy bramkarz Legii także zaczął na ławce. Dopiero na przełomie października i listopada 2024 wskoczył do składu, wygrywając rywalizację z wypożyczonym z Torino Mihaiem Popą. Od tej pory Hindrich na dobre stał się podstawowym golkiperem Cluj i można było wyrobić sobie o nim zdanie.
Słaba gra nogami, a może jednak dobra
– Moim zdaniem jego atuty to dobry refleks i niezłe warunki fizyczne – ma 193 cm wzrostu. Powiedziałbym, że nie broni widowiskowo, ale skutecznie. Jego wady to gra na przedpolu i – jak dla mnie – słaba gra nogami, choć tu nie zgadzają się moi dziennikarscy koledzy z Rumunii. Jeden z nich stwierdził, że jak zespół gra dobrze, to i on gra dobrze. Jak zespół dołuje, to i jego forma się obniża. Przypomniało mi to trochę Kacpra Tobiasza, choć też nie do końca. Hindrich notował dobre mecze i gdyby nie on, byłoby jeszcze gorzej jeśli chodzi o wyniki CFR. Do tego zmężniał w porównaniu do poprzednich sezonów. Sam fakt, że wygrał bez problemów rywalizacje z Popą robi wrażenie – uważa Paweł Kiełbus.
Jak jest z tą grą nogami? Zapytaliśmy Grzegorza Sandomierskiego, który był w CFR Cluj na samym początku dorosłego grania Otto Hindricha. – Opinię tę opieram przede wszystkim na treningach i różnych gierkach z tamtego okresu. Trudno mi się odnosić do jego ostatnich meczów, natomiast ja pamiętam, że wyglądało to nieźle – mówi nam trener bramkarzy Jagiellonii Białystok.
I dodaje: – To było 5-6 lat temu, dopiero wchodził do zespołu, ale wspominam go bardzo dobrze i mam o nim jak najlepsze zdanie. Świetnie się zapowiadał, widać było potencjał do rozwoju. Wyróżniał się dobrym refleksem, nieźle grał nogami. Udanie zadebiutował, a potem poszedł na wypożyczenie do drugiej ligi. Nie zaskoczyło mnie, że powoli wypływa na szersze wody. Jestem ciekaw, jak mu pójdzie w Legii.
Słabsza forma w tym sezonie
Najbardziej w kontekście Cluj niepokoi fakt, że Hindrich wyraźnie obniżył loty względem poprzedniego sezonu. Wtedy w klasyfikacji „prevented goals” był drugim najlepszym bramkarzem rumuńskiej ekstraklasy, a w interwencjach na refleks – czwartym. W tym sezonie jest przedostatni w zapobiegniętych golach i ostatni w interwencjach na refleks. Ewidentny zjazd.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczony przez Superscore
Paweł Kiełbus: – Nie jest teraz w swoim prime, ale zespół mu nie pomaga. CFR Cluj ma ogromne problemy sportowe i finansowe. Złożył się na to brak mistrzostwa i późniejszy brak awansu do Ligi Konferencji plus odejście Dana Petrescu. Trwa wyprzedaż drużyny, a wcześniej klub przestrzelił z kilkoma transferami.
Dla kibiców przyzwyczajonych do sukcesów to duży cios. CFR w ostatniej dekadzie pięć razy sięgał po mistrzostwo Rumunii, a dwukrotnie był wicemistrzem. Grzegorz Sandomierski podkreśla, że właśnie z tego względu presja i oczekiwania zawsze są tam bardzo duże i skoro jego były kolega sobie z tym radzi, dobrze to o nim świadczy.

Spięcie z doświadczonym kolegą
Czasami jednak nerwowość mu się udziela. Paweł Kiełbus: – Słyszałem, że zdarzają mu się gówniarskie, aroganckie zachowania. Pokazuje obrońcom, że są głupi i tym podobne.
Rafał Makowski jest zaskoczony tymi rewelacjami. – Nie słyszałem, żeby na kogoś nawrzeszczał na boisku i użył mocniejszych słów. Nigdy nie sprawiał problemów, to raczej pogodny chłopak. Zawsze zadowolony i uśmiechnięty, z sercem na dłoni. Nigdy nie odmawiał pomocy. Dobrze mówił po angielsku, więc nie miał kłopotów z komunikacją. Mogę o nim mówić w samych superlatywach – zapewnia były pomocnik Radomiaka Radom i Śląska Wrocław.
Grzegorz Sandomierski także pamięta go z innej strony: – Być może w grupie najmłodszych chłopaków był liderem, ale w szatni generalnie nie dało się tego odczuć. Możliwe, że na przestrzeni lat zaczął funkcjonować inaczej. Zresztą, nieraz takie generalne opinie są wyrażane na podstawie jednego wydarzenia, więc też brałbym na to poprawkę. On miał fajną pewność siebie jeśli chodzi o swój warsztat bramkarski. Biło od niego przekonanie o własnej wartości.

Można się jednak doszukać pewnej historii z 2021 roku. Młody Hindrich na treningu skonfliktował się z weteranem Alexandru Chipciu i rzucił mu piłką w twarz. Doświadczony zawodnik zdenerwował się i samowolnie zszedł do szatni. Za karę nie znalazł się w kadrze na pucharowy mecz z Young Boys Berno. Wściekły trener Marius Sumudica w pierwszym odruchu chciał go wyrzucić z klubu. Potem jednak zmiękł.
Dla Hindricha skończyło się na pogadance. Wcześniej wstawił się za Chipciu. – Prośba Otto również miała dla mnie ogromne znaczenie. Powiedział mi, że ma urodziny i że bardzo chce, żebym powitał Chipciu z powrotem. Jest dzieckiem, widziałem go ze łzami w oczach, nie mogłem tego zlekceważyć. Otto to chłopiec, który dorośnie. Pozostał w naszej trójce najlepszych bramkarzy. Zależy mi na nim, jest jak moje dziecko – mówił szkoleniowiec.
Pretensje do obrońców za… pretensje
Później, w okresie gry na Węgrzech, bramkarz skarżył się, że gdy był w Cluj, koledzy często w mało budujący sposób reagowali na jego słabsze momenty. Nie ukrywał nawet, że był o krok od definitywnego pożegnania z CFR.
– Był trener bramkarzy mnie nie lubił i powiedział, żebym odszedł, bo nie mam tu czego szukać. Treningi nie szły dobrze, ale trudno wrócić po kontuzji. Potem jednak sprawy przybrały inny obrót. Przyszedł Dan Petrescu i wszystko potoczyło się inaczej – opowiadał portalowi KronikaOnline.
– W klubie panuje zimna atmosfera i ogromna presja. Zawodnikom nie zależy na tym, z kim są w drużynie, chcą po prostu wygrywać. Za każdym razem, gdy popełniam błąd, patrzą na mnie gniewnie i karcą. Nie chodzi o to, że mnie nie lubią. Lubią mnie i starają się mi pomóc, ale kiedy jest taka sytuacja, to mnie opieprzają. Na przykład po meczu z FCSB. To chyba właśnie efekt tej presji – dodawał.

23-latek musi być przygotowany na jeszcze większy bagaż oczekiwań w Legii, zwłaszcza w obliczu zaczynania rundy wiosennej w strefie spadkowej.
Węgierska dusza w rumuńskiej kadrze
Co do Węgier, jest tu jeszcze jeden ciekawy wątek. Hindrich ma węgierskie korzenie i dysponuje węgierskim paszportem. Swego czasu deklarował dość mocne przywiązanie do tego kraju. Oliwy do ognia przy wypożyczeniu do Kisvardy dolał dyrektor sportowy tego klubu. – W przyszłości może on być dodatkowym atutem dla reprezentacji na pozycji bramkarza – mówił w momencie pozyskania Hindricha i wcale nie miał na myśli rumuńskiej kadry.
Sam zainteresowany zresztą nie gasił pożaru swoimi wypowiedziami. – Myślę, że węgierska piłka nożna byłaby krokiem naprzód, bo to zupełnie inny świat. Byłem tam dwa razy na testach jako junior. Jestem zafascynowany, bardzo zafascynowany, ale wolałbym grać dla Puskasa lub Ferencvarosu. To byłby krok naprzód – cytowały go węgierskie media. Z Puskas Akademia zresztą już wcześniej go łączono. Oferta opiewająca na 700 tys. euro miała zostać odrzucona. W Cluj podobno chcieli 2 mln euro.
– Zostałem wychowany w 100% w duchu węgierskim, ale nie chcę, żeby ta kwestia była poruszana w rumuńskiej prasie. Nie jestem pewien, czy spodobałaby im się moja odpowiedź i moje nastawienie – stwierdził Hindrich w tym samym wywiadzie.
– Mówi po węgiersku. Był moim sąsiadem, wynajmowaliśmy mieszkanie od tego samego właściciela i zawsze rozmawiał z nim po węgiersku. Jeśli musiałem się z nim dogadać, Otto pośredniczył – przypomina sobie Rafał Makowski.

Legenda staje w obronie
Nietrudno się domyślić, że Hindrich sympatii takimi deklaracjami nie zyskał. Co łatwo przewidzieć, bronił się wyjęciem jego słów z kontekstu. – Wszystkie moje wypowiedzi zostały zinterpretowane i przetłumaczone na różne sposoby. W tej chwili jestem na zgrupowaniu młodzieżówki i chcę skupić się na tym, co mam tu do zrobienia. Tak, chcę dotrzeć do pierwszej reprezentacji – mówił rumuńskim dziennikarzom.
W jego obronie stanął legendarny Bogdan Stelea. – Wydaje się szczerym, wrażliwym chłopakiem, lubię go. Myślisz, że łatwo jest 20-latkowi wystąpić w telewizji i powiedzieć: „Chcę grać dla Węgier”, będąc tutaj, w Rumunii? Nawet gdyby o tym myślał… Nie potrafi tego powiedzieć. Niekoniecznie ktoś go urobił, ale może też on sam nie wie, czego chce. W wieku 20 lat wydaje mi się to normalne. Jeśli masz podwójne obywatelstwo, czy nie możesz mieć wątpliwości? Zjawić się teraz i powiedzieć: „Nie wiem, co robić”? Ci, którzy grają dla Rumunii, ale mają określone pochodzenie etniczne, mogą mieć pewne rozterki i nie można ich potępiać. A to, że broni już w CFR, nie oznacza, że jest dojrzały i może podjąć decyzję – perorował 91-krotny reprezentant Rumunii.
Całe zamieszanie nie przeszkodziło Hindrichowi w dalszych występach dla rumuńskich młodzieżówek. Jeszcze w czerwcu ubiegłego roku rozegrał pełny mecz ze Słowacją (1:2) na Euro U-21. O pierwszej reprezentacji na razie nigdy nie było mowy.
Dobra cena i potencjał sprzedażowy
– Jestem umiarkowanym optymistą, choć pewne obawy mam. W lidze rumuńskiej widzę ze trzech lepszych bramkarzy. Z opcji realnych wolałbym Pawło Isenkę z Universitatei Craiova. Z opcji mniej realnych Stefana Tarnovanu z FCSB – mówi Paweł Kiełbus.
Według medialnych doniesień, Legia za transfer definitywny zapłaci w granicach 600-800 tys. euro. – To dobra cena. Jest potencjał sprzedażowy. Nie występował na krańcu świata, tylko w przyzwoitej lidze w czołowym klubie walczącym o tytuł. Umie grać przy większej publiczności i pod presją – podsumowuje z pozytywnym nastawieniem Kiełbus.
Rafał Makowski: – Zakładam, że Legia ma w tym względzie fachowców i skoro zdecydowała się go ściągnąć, to musi być dobry w swoim fachu.
I tego kibice Wojskowych na wstępie muszą się trzymać. Na papierze „och” i „ach” nie ma, ale czasami lepiej, gdy nowy zawodnik na starcie nie rozpala wyobraźni, ponieważ dostaje nieco większy margines błędu i trudniej mu rozczarować. Jeśli Kacper Tobiasz zimą nie opuści Łazienkowskiej, możliwe, że prawdziwą wartość Otto Hindricha i tak poznamy dopiero w przyszłym sezonie.
WIĘCEJ O TRANSFERACH NA WESZŁO:
- Oto nowy napastnik Górnika Zabrze! Działacz potwierza
- Są oferty dla reprezentanta Polski z Legii. Co zdecyduje?
- Grał w Ekstraklasie, robi furorę we Włoszech. Polski klub jeszcze na nim zarobi?
- Kulisy transferu Luquinhasa. Zniechęcali go do Radomiak
Fot. Newspix
Artykuł Porównanie do Schmeichela i węgierska tożsamość. Kim jest nowy bramkarz Legii? pochodzi z serwisu weszlo.com.