TOPLIGA

Kozły Poznań meldują się w półfinale!

4/06/2018 | Jakub Kaczmarek Biuro Prasowe PLFA

Niedzielna rywalizacja na Dozbud Arena, gdzie miejscowi Monarchs podejmowali Kozłów Poznań, była niezwykle istotna dla układu sił w tegorocznej fazie playoff. Zwycięzca cieszył się z awansu do półfinału, podczas gdy przegranego czekało starcie w rundzie Dzikich Kart.

Przed spotkaniem nikomu nie trzeba było tłumaczyć jak ważne czeka go spotkanie. Zarówno Monarchowie jak i Kozły byli świadomi stawki ostatniego starcia w sezonie zasadniczym. Teoretycznie, więcej czasu na przygotowania mieli gospodarze, którzy odpoczywali tydzień dłużej i mogli podejrzeć przeciwnika w starciu z Warsaw Eagles. Nie mniej, goście znakomicie zdawali sobie z tego sprawę, czego dowodem były dwie niespodzianki. Od początku za centrem stanął Gunther Krotsch, co można było potraktować w kategoriach niespodzianki. Ostatni raz, kiedy wyszedł w podstawowej jedenastce w Warszawie, nie pokazał się z najlepszej strony, a jego drużyna przegrała, pomimo licznych okazji. Drugą była obecność nowego zawodnika Wielkopolan – Charlesa McCrea, którego polscy kibice pamiętają z występów w Seahawks Gdynia (2014 rok) oraz Warsaw Eagles(2015-16). Amerykański zawodnik pierwotnie miał pojawić się w Poznaniu już w połowie kwietnia, jednak przeciwności losu spowodowały, że do składu Damiana Łuca dołączył dopiero na samym początku czerwca.

W pierwszej połowie nikt jednak nie wyrobił sobie znaczącej przewagi. Pierwszą kwartę można ochrzcić mianem futbolowym szachów, bowiem obie drużyny nawzajem się próbowały, poszukując jak najlepszych rozwiązań. Pierwsi w polu punktowym zameldowali się przyjezdni, kiedy to rozgrywający posłał dalekie, 46-jardowe podanie w stronę Mateusza Patalasa. Odpowiedzialny za jego krycie Jakub Kapuściński-Bernatek wyraźnie nie nadążył za skrzydłowym, nie mając najmniejszych szans w bezpośrednim pojedynku. W żadnym razie, to nie wpłynęło na dalszą dyspozycję gospodarzy, którzy w dalszym ciągu konsekwentnie realizowali plan meczowy w formacji ofensywnej. Przeplatane biegi Witolda Szpotańskiego, Bartosza Zapendowskiego oraz mobilność Jarena Williamsa pozwoliły na wyjście na prowadzenie w drugiej kwarcie, po 4-jardowym podaniu do Adriana Sawickiego w pole punktowe. Mając na swoich plecach jednego z obrońców, który przykleił się do niego równo z piłką, nie pozwolił sobie na błąd i pewnie opanował futbolówkę.

Wówczas do głosu doszedł McCrea, który przez pierwsze dwie kwarty nie był zbytnio widoczny. Na jego usprawiedliwienie może działać jedynie fakt rocznego rozbratu z futbolem amerykańskim oraz jet-lag spowodowany długą podróżą samolotem oraz zmianą strefy czasowej. Nie mniej, tuż po stracie przyłożenia, popisał się 90-jardową akcją powrotną po kickoffie, wykorzystując swoją przewagę szybkościową nad wszystkimi zawodnikami. Monarchowie zdołali jednak wyrównać jeszcze przed przerwą, choć nie bez problemów. Już podczas akcji powrotnej, jeden z biegaczy nie potrafił opanować piłki, czego wynikiem było jej zatrzymanie na 15 jardzie połowy gospodarzy. Mimo wszystko, Williams szybko znalazł Dawida Chmielewskiego i jedną akcją przesunęli się już na połowę boiska. W końcu na 29 jardzie połowy Kozłów rozgrywający znalazł miejsce, aby rozpędzić się boczną strefą i unikając kontaktu z Gamou Fall pomknął w pole przyłożeń.

Po pierwszych dwóch kwartach, kibice zgromadzeni na stadionie w Ząbkach mogli czuć się usatysfakcjonowani, bowiem zostali uraczeni przednim widowiskiem. Efektowne akcje, błędy po obu stronach, wykorzystane okazje przez obie drużyny i mocna, fizyczna gra. Nie mniej, przyjezdni mieli wyraźne problemy z powstrzymywaniem Michała Nowickiego na linii wznowienia akcji oraz ze ścieżkami typu flat bieganych przez skrzydłowych. Natomiast gospodarze wciąż popełniali błędy w kryciu w trzeciej linii obrony oraz pozwolili sobie na szybką stratę przyłożenia w formacji specjalnej. Wszystko więc wskazywało na to, że zwycięzcą zostanie ten kto lepiej wykorzysta 20-minutową przerwę oraz popełni mniej błędów w formacji defensywnej.

Jak się miało później okazać, najlepiej wykorzystali ją poznanianie. Przede wszystkim, Filip Kłoskowski dokonał jednej, aczkolwiek znaczącej zmiany w linii ofensywnej. Zamienił pozycje Michała Chmary i Jakuba Przybylskiego, co okazało się kluczowe w powstrzymaniu brylującego Nowickiego, a tym samym zapewnieniu komfortu rozgrywającemu oraz biegaczowi. Dzięki temu McCrea mógł nabrać rozpędu, czego dowodem był jego pierwszy bieg w drugiej odsłonie na 21 jardów. Niestety, chwilę później przyjezdni zostali zmuszeni do odkopnięcia, przy którym popełnili błąd. Futbolówka powędrowała nad głowę puntera, przez co musiał ratować się nakryciem piłki na 13 jardzie przed własnym polem punktowym. Wydawałoby się, że w takim spotkaniu, Monarchs muszą wykorzystać tę sytuację, ale ostatecznie zostali zatrzymani w czterech próbach po nieudanych podaniach i biegach.

„Takie sytuacje się mszczą” - mówi sławne porzekadło i tak było i w tym przypadku. Charles McCrea udowodnił, że pierwszą połową wyleczył swój jet-lag i pomknął na 39 jardów ustawiając futbolówkę na 3 jardy przed strefą końcową, a chwilę później zwieńczył dzieło. W niedzielne popołudnie punkty zdobywał jeszcze dwukrotnie. Na początku i na końcu czwartej kwarty, dobijając rywala i pokazując, że będzie dla Kozłów bezcenną wartością dodaną w półfinale. Jego występ jest o tyle imponujący, że do Polski przyleciał dwa dni przed meczem, nie trenował z drużyną, a już potrafił przechylić szalę zwycięstwa na jej korzyść. - Mogę zapewnić, że w tym meczu widzieliśmy mniej niż 50% możliwości Charlesa. To nadal ten sam niezłomny walczak o każdy jard boiska, niezmordowany wojownik, który jest dla nas nie tylko klasowym zawodnikiem, ale też i trenerem, autorytetem dla tego młodego składu. - zapewniał po meczu trener główny, Damian Łuc.

Nie oznacza to jednak, że Monarchowie nie mieli szans na powrót do tego meczu w drugiej odsłonie. Przy stanie 13:20, Williams znów posłał 55-jardową bombę do Aleksandra Jacka, która ustawiła jego formację na 35 jardzie połowy Wielkopolan. Cały wysiłek zniwelował jednak festiwal błędów. Najpierw cofnięto 20-jardowy bieg rozgrywającego, następnie Dawid Chmielewski nie złapał podania na pierwszą próbę, a kolejne kary doprowadziły do sacku i przechwytu Michała Kwinty na 21 jardzie. To nie był jednak koniec niespodziewanych zwrotów akcji, bo chwilę później Wojciech Perz stracił piłkę 40-jardowej akcji, aby później odzyskał ją Niamba Diatta, który wykazał się przytomnością umysłu, kiedy futbolówka odbiła się od leżącego na ziemi skrzydłowego Monarchs.

- Naszym największym problemem przez cały sezon zasadniczy były indywidualne kary oraz straty posiadania, które powodowały, że traciliśmy możliwość zdobywania punktów. Przez to nasza formacja ataku pozostawiła na boisku wiele punktów, które mogły dać nam zwycięstwo w przynajmniej jednym pojedynku. Ponownie, naszą największą słabością okazała się obrona przeciwko akcjom biegowym. Nad tymi obszarami będziemy pracowali, aby poprawić je przed rundą Dzikich Kart. Kozły wykorzystały swoje okazje, podczas gdy nam nie pomagały liczne kary. Nie mniej, w trakcie meczu mieliśmy kilka świetnie złapanych piłek i porządnych, mocnych biegów. Podobnie jak w obronie, gdzie ciężko wybrać tylko kilka znaczących akcji. - podsumowuje Phillip Dillon, trener główny Monarchs Ząbki.

- W drużynie każdy cieszy się zwycięstwem, ale zdajemy sobie również sprawę, iż jest to początek jeszcze cięższej pracy. W przerwie meczu sztab szkoleniowy dokonał kilku zmian, zdecydowaliśmy się również na zwiększoną rotacje zawodników. Gunther Krotsch jako rozgrywający świetnie poprowadził drużynę, jego spokój oraz celne piłki pozwoliły nam na zdobywanie pierwszych prób i kontynuacje serii. Charles McCrea który mimo, że zakontraktowany znacznie wcześniej, dopiero w tym meczu mógł pokazać jak świetnym będzie wzmocnieniem dla każdej z formacji. W defensywie bardzo dobrze spisywali się tacy zawodnicy jak Kwinta, Gajewski czy Lau. Mimo kilku wyróżniających się graczy było to zwycięstwo drużynowe, w którym każdy dołożył coś od siebie. - zapewnia Filip Kłoskowski, koordynator ataku Kozłów Poznań.

Tym samym to ekipa ze stolicy Wielkopolski będzie oczekiwała na przeciwnika w półfinale tegorocznej edycji Topligi, w której stawką jest pierwsze, oficjalne Mistrzostwo Polski pod patronatem Ministerstwa Sportu i Turystyki. Choć jeszcze wcześniej będziemy oczekiwali na decyzję Komisji Dyscyplinarnej PLFA, która będzie musiała przyjrzeć się sytuacjom z udziałem Damiana Łuca oraz Szymona Barczaka, którzy zostali wyrzuceni z boiska przez sędziów za zbyt agresywną grę i niesportowe zachowania.

Natomiast Monarchów czeka pojedynek z Zagłębiem Steelers Interpromex w rundzie Dzikich Kart 16 czerwca, w Będzinie.

Monarchs Ząbki – Kozły Poznań 19:33 (0:6; 13:7; 0:7; 6:13)

I kwarta
0:6 – przyłożenie Mateusza Patalasa po 46-jardowej akcji po podaniu Gunthera Krotscha

II kwarta
7:6 – przyłożenie Adriana Sawickiego po 4-jardowej akcji po podaniu Jarena Williamsa (podwyższenie Aleksander Powar)
7:13 – przyłożenie Charlesa McCrea po 90-jardowej akcji powrotnej (podwyższenie Wojciech Szymański)
13:13 – przyłożenie Jarena Williamsa po 29-jardowej akcji biegowej

III kwarta
13:20 – przyłożenie Charlesa McCrea po 3-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Wojciech Szymański)

IV kwarta
13:26 – przyłożenie Charlesa McCrea po 8-jardowej akcji biegowej
19:26 – przyłożenie Aleksandra Jacka po 50-jardowej akcji po podaniu Jarena Williamsa
19:33 – przyłożenie Charlesa McCrea po 16-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Wojciech Szymański)

MVP meczu: Łukasz Lau (Kozły Poznań)

Ilość widzów: 250

Aktualności

Warsaw Eagles z trzecim tytułem mistrzowskim!

2018-07-22
XIII SuperFinał: Warsaw Eagles – Kozły Poznań 33:12