Nie jest żadną wielką tajemnicą, że w Rakowie Częstochowa mają odwagę stawiać na swoim. W gruncie rzeczy wszyscy tam tak działają – i Marek Papszun, i Michał Świerczewski, i każdy, kto podejmuje jakiekolwiek decyzje. Dlatego też to jedno z ciekawszych środowisk dla trenera na dorobku, który mógłby pokazać pełnię swojego potencjału mając do dyspozycji naprawdę jakościową kadrę. O ile oczywiście przekona włodarzy, że to on jest odpowiednią osobą do poprowadzenia Medalików… Łukasz Tomczyk przekonał i czeka w blokach startowych na rozwój sagi podbijającej teraz serca sympatyków Ekstraklasy.
Czym przekonał? Wiecie, to nie takie oczywiste pytanie, więc i odpowiedź nie będzie specjalnie oczywista. Głównie dlatego, że młody, nadal zbierający doświadczenie trener do pewnego stopnia musi pozostawać niewiadomą. To że Łukasz Tomczyk daje teraz radę w Bytomiu i jego Polonia jest nad wyraz ciekawym projektem, nie znaczy nic w zestawieniu z bezwzględną ekstraklasową młócką, która niejednego zdolnego zmiotła z planszy albo chociaż nieźle pokierszowała.
Ostatnio zauważyłem, że nasi trenerzy młodej fali mają w polskiej piłce ciężkie życie. Wielu z nich wchodzi do biznesu z łatką talentów, a potem spotyka się z trudną rzeczywistością, która czasem wymyka się chłodnej kalkulacji. Błąd sędziego waży pod większą presją ze trzy razy więcej. Babol obrońcy pewnie z siedem. A cierpliwość prezesów czy dyrektorów sportowych kończy się piętnaście razy szybciej niż w takim ciepłym, dajmy na to, Bytomiu.
Kryzys młodej fali. Polscy trenerzy wypływają i szukają oddechu [CZYTAJ WIĘCEJ]
Dlatego nie jest łatwo wskoczyć na ten najwyższy poziom w Polsce i na nim zostać. Więc dobór młodego trenera z wielkim potencjałem musi być poparty dokładnym wywiadem i przekonaniem, że to jest absolutnie ten projekt, w który warto wejść na całego. Raków chce Łukasza Tomczyka, to samo w sobie jest mocną deklaracją. I pozytywną oceną wystawianą 37-latkowi.
Spis treści
- Łukasz Tomczyk na celowniku Rakowa. Dlaczego to on ma zastąpić Marka Papszuna?
- Nie tak łatwy ten codzienny kierat. „Myślałem, że będzie trochę prościej”
- Zapytaj Araka. Stałe fragmenty w Bytomiu
- Struktura szatni. „Trener Tomczyk ma czutkę”
- Zapytaj o trenera. Tomczyk ma świetny wizerunek
- Podaję słowo klucz. Deductor
- Co się odwlecze, to nie uciecze. Łukasz Tomczyk wypracował swoją kolejną szansę
Łukasz Tomczyk na celowniku Rakowa. Dlaczego to on ma zastąpić Marka Papszuna?
– Pod wieloma względami wyróżnił się na tle trenerów, których spotykałem na przestrzeni lat – mówi nam o szkoleniowcu Polonii Bytom Sebastian Steblecki, który teraz gra już dla Warty Poznań, a pod wodzą trenera Tomczyka przepracował półtora roku. – Głównie pasją, zaangażowaniem, doglądaniem absolutnie wszelkich szczegółów, które mogłyby mieć wpływ na wynik. Ale nie można powiedzieć, że w tym wszystkim aspekty sportowe kiedykolwiek zeszyły na dalszy plan – trener Tomczyk po prostu równolegle dba o wszystko wokół – dodaje piłkarz.
Jego opinia nie jest w środowisku odosobnioną, przez co szkoleniowiec beniaminka I ligi uznawany jest już za naprawdę niezłego speca w swoim fachu. Przy okazji gościa, który może piłkarzom w pewnym stopniu imponować troską o dobro każdej jednostki, co również zauważył w trakcie swojego pobytu w Bytomiu Steblecki: – Trener Tomczyk dogląda rozwoju każdego zawodnika z osobna – mówi nam były podopieczny szkoleniowca Polonii.
On może nie potrzebuje już tyle uwagi co młodsi koledzy, ale – jak sami widzicie – również docenił wielkie zaangażowanie trenera. – Śmiało można powiedzieć, że jest oddany swojemu projektowi w 200%. Przejawia się to skupieniem na celu, którego nie traci z oczu nawet przy wielu tych elementach składowych, o które dba – podsumowuje tę laurkę napastnik grający teraz dla Warty.
I zostawia nas z myślą, że mamy do czynienia z kolejnym trenerskim samorodkiem, który trzeba by było solidnie wypolerować, by nie przepadł w morzu przeciętności. Gdzie jest więc jakiś haczyk? Bo, no sorry, zawsze jakiś jest, prawda?

Łukasz Tomczyk ostatnio zyskał na rozpoznawalności. To on będzie wkrótce nowym trenerem Rakowa?
Nie tak łatwy ten codzienny kierat. „Myślałem, że będzie trochę prościej”
Pierwszy wskazywał już w ubiegłym roku… sam Łukasz Tomczyk, który po niezłym wejściu do ekipy z Bytomia udzielił wywiadu „Przeglądowi Sportowemu”. W nim sam zauważał, że jego praca tylko na pozór wydaje się całkiem łatwa, przez co i dobry wynik – wejście do baraży o I ligę – nie był sprawą banalną. – Zaczynasz jako trener i nie jesteś do końca pewien, czy to ci zapali. Nie wiesz w ogóle, jaka jest siła tej ligi. Na początku zderzyłem się z tym, kurczę, bo myślałem, że będzie trochę prościej. Od razu wejdziemy, dam te swoje rzeczy i zadziała – wspominał swoje początki w Bytomiu szkoleniowiec.
Kwintesencja jego zawodu. Czasem możesz wszystko robić dobrze – albo chociaż myśleć, że robisz dobrze – a efekty wcale nie są takie, jakich oczekiwałeś. Tomczyk już to przeżył, więc, przynajmniej pod względem mentalnym, może być gotów na podobne wyzwanie w nieco większej skali.
Wyzwanie polegające na tym, że od Ekstraklasy odbić się niezwykle łatwo, a na dodatek władze Rakowa oczekują czegoś więcej niż rezultaty przyzwoite. Wchodząc do ekipy Medalików musisz być gotowy na to, że będziesz walczył o najwyższe cele. Na pewno puchary, a może i nawet mistrzostwo. Tutaj każdy szczegół ma wielkie znaczenie, a na nich, jeśli wierzyć Sebastianowi Stebleckiemu, trener Tomczyk świetnie się zna.

Sebastian Steblecki zrobił z Polonią awans do I ligi. A o trenerze Tomczyku mówi właściwie w samych superlatywach
Mnie ciekawi jednak, czy aktualnego szkoleniowca Polonii Bytom można uznać za człowieka od „kwadratowych jaj”. Takiego, co robi z igły widły, zupełnie bez powodu. Wiecie – filozofa, który skupia się na absolutnych pierdołach.
– Czy trener Tomczyk ma problem z przesadnym „szczególarstwem”? Przegina? – pytam więc mojego rozmówcę.
– Wydaje mi się, że umie zachować balans. Wie pewnie, że trudno być perfekcyjnym, zresztą sam nie uważa raczej, że jest w swojej pracy nieomylny. Pobiera wiedzę ze wszystkich źródeł, z których tylko może, od zawodników, innych trenerów. Dbając o umiejętności miękkie potrafi nauczyć się dosyć sporo od swoich piłkarzy, chyba mogę tak to opisać. Przy okazji budowane relacji z członkami drużyny przekłada się na funkcjonowanie zespołu, to też samo w sobie jest przecież bardzo dobre. A dodatkowo trener Tomczyk to człowiek, który nie zachowuje się jakby pozjadał wszystkie rozumy, jego otwartość jest w mojej opinii dużym atutem.
– Kogo pyta o zdanie?
– Rozmawia ze wszystkimi zawodnikami, naprawdę. Ja, jako doświadczony piłkarz, byłem pewnie z jego perspektywy dobrym źródłem wiedzy, często chciał wysłuchać mojej opinii czy wizji. Ale na końcu to on był zawsze szefem wszystkiego – często pobierał jakąś drobną rzecz od nas i wprowadzał to w meczu, lecz to on miał ostatnie słowo. Jego system pracy był jednak taki, że niektóre zadania delegował nawet na zawodników i nie było tak, że wszystkie dobre pomysły – te ostatecznie wykorzystywane przez zespół – narodziły się z jego inicjatywy. Nie jest chyba żadną tajemnicą, że Kuba Arak odpowiadał po części za nasze stałe fragmenty gry.
***
Ostatnia z wymienionych postaci będzie idealnym przykładem do pokazania tego, jak dużym szacunkiem może cieszyć się niezbyt doświadczony trener, w którym piłkarze dostrzegają pracowitego pasjonata.
Zapytaj Araka. Stałe fragmenty w Bytomiu
– Mieliśmy okazję poznać się w Katowicach, gdzie trener Tomczyk pracował w sztabie wówczas jeszcze pierwszoligowego klubu. Dlatego też wiedziałem na co się piszę. Powiem więcej, jestem szczęśliwy, że nasze drogi piłkarskie znowu się przecięły, będę mógł pod jego wodzą pracować i jak najwięcej się od niego nauczyć – cieszył się Jakub Arak w lutym tego roku w rozmowie z Tadeuszem Daniszem na portalu Łączy Nas Piłka. Wtedy nie mógł jeszcze wiedzieć, że wkrótce będzie pracował właściwie jak… jeden z członków sztabu trenera Tomczyka.
To dobry moment, by zauważyć, że szkoleniowiec Polonii stawia na relacje typowo partnerskie w swoim zespole. Mówi o tym Arak, mówi też Steblecki. Mówi i sam trener Tomczyk, który nie wszedł do szatni bytomskiego zespołu jako alfa i omega. Też miał swoje obawy, potrzebował aklimatyzacji, czasu, zaufania. Tego ostatniego dostał wręcz w nadmiarze. – Dla mnie było ważne, że zawodnicy od początku mi ufali, czułem to. W tamtym czasie dużo mi pomogli. Teraz pomagamy sobie wspólnie – opisywał relacje w drużynie szkoleniowiec w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.
Wspólnie. Pomagamy sobie. Da się tu wyczuć pewne zatarcie granicy między rządzącym w szatni trenerem, a jego podopiecznymi. Tfu, tu już nie ma podopiecznych. Są chyba bardziej koledzy z pracy, którzy uznają panującą hierarchię, ale poza nią też nie mają większych problemów z naturalnym funkcjonowaniem w grupie, której częścią stał się trener i jego sztab. Takie przemieszanie się z zawodnikami zaowocowało historią jak ta Araka.
Pana trenera Jakuba Araka. Po awansie Polonii do I ligi sztab zespołu opuścił trener Mirosław Kuczera, który odpowiadał w Bytomiu za pracę z bramkarzami i stałe fragmenty gry w obronie. Wcześniej, w rundzie wiosennej II ligi, Arak z bliska podglądał pracę asystentów, uczył się od nich, podpatrywał ich pomysły i dorzucał własne. Aż w pewnym momencie zajął miejsce odchodzącego Kuczery, co wytłumaczył ostatnio tak w rozmowie z Mateuszem Janiakiem:
– Trener Tomczyk stwierdził, że ktoś spoza Polonii, z zewnątrz, miałby problem, by szybko wdrożyć się w nasz bardzo rozwinięty model gry, więc podczas okresu przygotowawczego to mnie powierzył te obowiązki. Od tamtego momentu odpowiadałem za tworzenie modelu obrony przy SFG i za rozwijanie go, wprowadzanie nowych piłkarzy, a podczas treningów prowadziłem rzuty rożne i wolne – zdradził kulisy Arak, który jednocześnie cały czas pozostaje piłkarzem. Całkiem zresztą bramkostrzelnym, w tym sezonie napastnik Polonii ma już na swoim koncie dziewięć goli.

Trener Tomczyk od początku wiedział, że Jakub Arak chce w przyszłości zostać trenerem. Dlatego nie miał oporów przed tym, by angażować piłkarza w pracę sztabu szkoleniowego
Początkowo można było uznawać decyzję trenera Tomczyka za niezbyt potrzebną ekstrawagancję, która nie ma wielkiego uzasadnienia. Bo skoro jakąś pracę może wykonywać któryś z asystentów, to po jaką cholerę obciążać tą samą pracą piłkarza? Nawet bardziej kumatego, nawet takiego, który sam chce chłonąć wiedzę z zakresu trenerskiego rzemiosła? To też jest jednak sposób na to, by zaznaczyć, jaka struktura ma panować w szatni Łukasza Tomczyka.
Struktura szatni. „Trener Tomczyk ma czutkę”
W ten sposób, co dosyć banalne, można po prostu skrócić dystans. Ale też zachęcić innych do dzielenia się swoimi pomysłami w czasie odpraw, czego oczekiwał od swoich piłkarzy trener Polonii.
– Wszyscy zawodnicy mają jakieś doświadczenia, mogą trenera czymś zainspirować. Dlatego na przedmeczowych odprawach każdy mógł powiedzieć otwarcie, co sądzi o danym pomyśle. Zawsze był wysłuchany, przedstawiał punkt widzenia, nawet jeśli ostatecznie decyzja należała i tak do trenera – mówi mi Sebastian Steblecki.
– Zakładam, że były jakieś stałe punkty, nienaruszalne.
– Tak, niektóre rzeczy w jego modelu gry były nienegocjowalne. Jak ktoś ich nie lubi, komuś się coś nie podoba – Sorry, Gregory – tego się nie da zmienić. Ale wpływ można mieć na inne kwestie. Tomek Gajda, zdecydowanie lider tego zespołu, był często proszony o ważne przemowy w szatni, więc w pewnym stopniu odpowiadał za te kwestie motywacyjne.
– Najlepsza cecha trenera Tomczyka?
– Ma czutkę, to naprawdę jego duży atut. Wielu trenerów nie ma takiej łatwości trafiania w punkt, a on od razu wie, czego zespół potrzebuje. Trener Tomczyk… no właśnie, trafiał w punkt w kwestii taktyki, słów, ruchów. Rzadko, o ile nie wcale, zdarzało się, żeby ktoś jojczył na to, co trener gada. A w wielu klubach spotykałem takie sytuacje i słowa niezadowolenia. Tu może było łatwiej o tyle, że cała drużyna była naprawdę świetnie dograna. I świetnie wybrana, ale w procesie wyboru zawodników trener Tomczyk też brał czynny udział.
***
Czyli nie dość, że wie, co kiedy powiedzieć i zrobić, to jeszcze doskonale żongluje charakterami w zespole. To może być jednak największa bolączka trenera Tomczyka w zespole na ten moment bez porównania większym od Polonii Bytom. Z całym szacunkiem do beniaminka I ligi – jego realia nijak mają się do tego, czego można doświadczyć w Rakowie czy wielu innych klubach Ekstraklasy, a nawet i jej zaplecza. Tam nie będzie tak łatwo dobrać sobie fajnej ekipy, trudniej może też być zapanować nad zawodnikami z większą jakością i, być może, większym mniemaniem o sobie.
Zapytaj o trenera. Tomczyk ma świetny wizerunek
W tle gorącej afery wokół przyszłości Marka Papszuna rozgrywają się losy jeszcze jednych przenosin, które nie rozgrzewają może opinii publicznej do czerwoności, ale mają swoje smaczki. Szymon Janczyk informował niedawno na Weszło, że trener Tomczyk faktycznie rozmawia z Rakowem, a klub z Częstochowy jest gotów wykupić go z Polonii, choć sytuacja nie jest banalnie prosta. Wszystko dlatego, że klauzula zapisana w kontrakcie 37-letniego szkoleniowca ma dotyczyć tylko letniego okienka transferowego, a co za tym idzie, zimą rozmowy o przenosinach trenera pod Jasną Górę będą wiązały się z negocjacjami.
Tym samym pierwszoligowiec zarobiłby pewnie trochę więcej, niż przewiduje zapis w umowie Tomczyka. Dla Rakowa to pewnie nie jest jakiś wielki problem, przynajmniej w przypadku, w którym Legia postanowi jednak zapłacić za Marka Papszuna więcej niż worek piłek i pudełko lodów Kaktus.

Łukasz Tomczyk ma w środowisku bardzo dobrą opinię. Dlatego fajnie będzie go sprawdzić na poziomie Ekstraklasy
Na przyjście nowego trenera mogę się więc w Częstochowie powoli szykować, nawet jeśli w tej sprawie nie ma jeszcze ostatecznych rozstrzygnięć.
Postawię się na chwilę w sytuacji piłkarza Rakowa – wiem, że mój aktualny szef jest na wylocie, chce odejść. Słyszę o nowym przełożonym, który miałby go zastąpić. Wszystko rozwija się w sumie powoli, więc mam czas, by zasięgnąć języka. Niekoniecznie z obawy przed zmianą, bardziej może z ciekawości.
I właściwie na każdym kroku spotykam się z pochwałami pod adresem mojego, potencjalnie, nowego trenera. Że pracowity, że poukładany, że dbający o drużynę, piłkarzy, wszystkie szczegóły. A na dodatek chętnie słucha szatni, a to przecież przyjemnie połechce nawet największe ego.
Można więc śmiało powiedzieć, że to kolejny z grupy „młodych, utalentowanych” trenerów, którzy mają wnosić do naszej piłki klubowej nową jakość. Piszę „mają”, bo na ten moment nie wszystko układa się po ich myśli. Tomczyka powinien jednak ośmielać fakt, że w Rakowie przewinęło się już kilku jego dobrych kolegów, a jeden z nich dostał nawet wielką szansę na spełnienie marzeń i poprowadził zespół w Lidze Europy.
Podaję słowo klucz. Deductor
Kiedy słyszysz o jakimś trenerze przymierzanym do Rakowa w miejsce Marka Papszuna, musisz to sprawdzić. Po prostu musisz i kropka. Więc pierwszy raz słysząc o możliwych przenosinach Łukasza Tomczyka do Częstochowy złapałem za telefon i w wyszukiwarce wpisałem hasło „deductor”. Niby człowiek wiedział, ale trzeba się było upewnić.
Dla mniej wtajemniczonych szybkie wytłumaczenie – Deductor to grupa młodych szkoleniowców, którzy często ze sobą współpracują i w ostatnim czasie coraz śmielej przebijają się na trenerską karuzelę. Zajmują się też indywidualnymi treningami z piłkarzami i prowadzeniem szkoleń. Jak sami przekonują, ich celem jest wniesienie do naszej piłki klubowej nowej jakości, która pomoże w rozwoju myśli szkoleniowej nad Wisłą. To tak z grubsza. Twarzami projektu są jego trzej współtwórcy – Dawid Szwarga oraz Tomasz i Łukasz Włodarkowie. Pierwsi dwaj pracują teraz w Arce Gdynia, trzeci jest asystentem trenera Igora Jovićevicia w Widzewie.
Kiedy jednak zawędrujemy na stronę internetową Deductora, łatwo znajdziemy na niej… Łukasza Tomczyka. Też łączycie kropki, co nie?

37-latek postawił w swoim życiu niemal wszystko na jedną kartę i teraz ta inwestycja zaczyna się zwracać
Kilka lat temu, gdy aktualny trener Polonii Bytom pracował jeszcze w A-klasie, sam mówił o sobie, że jest „człowiekiem Deductora”. To w jakiś sposób pomagało mu zyskać na rozpoznawalności, wiadomo, ale już wtedy wydawał się szkoleniowcem naprawdę interesującym, a sam lubi przypominać, że i wówczas nie bał się wnosić do szatni nieznanej raczej na takich poziomach myśli szkoleniowej:
– Jeżeli ktoś się cofnie, obejrzy mecz Victorii Częstochowa w A-klasie, czy w okręgówce, to tam graliśmy tak samo [jak teraz w Polonii – przyp. red.]. Moje zespoły zawsze będą tak wyglądać. Będą emocje, bramki, sytuacje, nastawienie do grania w przód, będzie pole karne i jego obrona z poświęceniem. Piłka kompleksowa – przekonywał niemal równo rok temu w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.
Jeszcze śmielsze słowa wypowiedział w rozmowie z Przemysławem Langierem: – Wielu trenerów by to wyśmiało i powiedziało, że gdzie Manchester City, a gdzie my. A niektóre rozwiązania później realnie działały w A-klasie – czytamy na Interii. – Weźmy finalizację. W City był przykładowo koncept przeciągniętej piłki przy dośrodkowaniu na drugi słupek. Zawodnik, który szykował się do strzału, rzadko kiedy faktycznie uderzał. Zamiast tego zgrywał. My zdobyliśmy z tego całą masę bramek, podczas gdy zazwyczaj takie sytuacje kończyły się u innych instynktownym uderzeniem w pierwsze tempo. To było coś, co podpatrzyliśmy u City, a później trenowaliśmy u siebie. I działało – przekonywał trener Tomczyk.
Jasne, to się może wydać śmieszne. Tyle że ten sam trener w dwa lata trafił z Victorii Częstochowa do Polonii Bytom. A dwa lata później jest już w I lidze i mówi się o nim, jako o najbardziej prawdopodobnym następcy Marka Papszuna w Rakowie.
Co się odwlecze, to nie uciecze. Łukasz Tomczyk wypracował swoją kolejną szansę
Zresztą, mniej więcej rok temu trener Tomczyk mógł już być w Ekstraklasie. Odrzucił jednak propozycję… Marka Papszuna. Szkoleniowiec Rakowa widział 37-latka w swoim sztabie – klucz doboru asystentów jest tu chyba wszystkim znany – lecz w wtedy spotkał się z odmową. Dla jego niedoszłego współpracownika priorytetem była samodzielna praca w Bytomiu, co w sumie można zrozumieć.
Wychodzi zresztą na to, że trzymając się swojego autorskiego w gruncie rzeczy projektu, trener Polonii tylko zyskał. W I lidze jego zespół jest, nie bójmy się tego słowa, rewelacją rozgrywek. Plasuje się na trzecim miejscu i do spółki z drugą w tabeli Pogonią Grodzisk Mazowiecki dowodzi, że beniaminek nie musi wcale pokornie walczyć o utrzymanie. Przeciwnie – ma prawo mierzyć wysoko i grać o cele najwyższe. To wręcz taki moment, w którym trenerowi Tomczykowi żal by mogło być odejść do Rakowa, nawet gdyby widzieli go pod Jasną Górą w roli pierwszego szkoleniowca.
Dobra, lekka przesada. Głupi by nie chciał brać takiej szansy, bo więcej może się ona nie przytrafić. Asystentem w sztabie Marka Papszuna można być i to nie przynosi żadnej ujmy, wręcz przeciwnie. Ale wtedy jesteś jednym z wielu. Co innego zastąpienie trenera, który w Częstochowie ma (może jednak miał) status legendy – Dawid Szwarga ostatecznie nie podbił świata przejmując ekipę Medalików na sezon i prowadząc ją w europejskich pucharach, ale zyskał i tak bardzo wiele.
Teraz jego drogą mógłby pójść trener Tomczyk. A wszystko co o nim słyszymy w środowisku przekonuje, że nie tyle „mógłby pójść”, co po prostu „pójdzie”. Bo jego wielka chęć wspinania się po kolejnych szczeblach kariery nie pozwoli mu się zatrzymać.
– Miałem zawsze ogromną determinację. Wiedziałem, że jak jest jakiś ciekawy kurs, muszę tam być. Że jak widzę mądrego trenera, powinienem do niego biec po wiedzę – mówił Tomczyk Interii.
Niech więc biegnie po wiedzę dalej. Do mądrych trenerów, piłkarzy, działaczy. Ale i ku nowym doświadczeniom z nieznanego mu dotychczas poziomu – one będą nauką naprawdę nieocenioną.
WIĘCEJ O ZAMIESZANIU WOKÓŁ RAKOWA I LEGII NA WESZŁO:
- Opcja atomowa Papszuna. Transfer do Legii przez inny europejski klub
- Jaki bonus od Legii miał otrzymać Raków za Papszuna? Absurdalny…
- Papszun: W ogóle nie czuję się nieetyczny. Mam duże wartości
Fot. Newspix
Artykuł To on ma zastąpić Marka Papszuna w Rakowie. Historia Łukasza Tomczyka pochodzi z serwisu weszlo.com.