Za nami bez wątpienia jeden z najdziwniejszych, a właściwie to najbardziej zwariowanych sezonów w historii Ekstraklasy. A skoro kurz po Multilidze pomału opada, to przyszedł czas na podsumowania i mamy tu na myśli nie tylko omawianie wydarzeń typowo boiskowych. Postanowiliśmy bowiem przeżyć minioną kampanię jeszcze raz za pośrednictwem najbardziej pamiętnych cytatów. Ładnych, wymownych, zabawnych, absurdalnych, kompromitujących. Trochę się tego nazbierało, nasi złotouści ligowcy zdecydowanie nie gryźli się w język!
Wybierzcie się w tę podróż razem z nami. I dajcie znać, który z cytatów jest waszym ulubionym!
Złote usta Ekstraklasy w sezonie 2025/26
Spis treści
- Złote usta Ekstraklasy w sezonie 2025/26
- Marek Papszun: „Legia mnie chce, ja chcę być trenerem Legii”
- Wojciech Cygan: „Trener Tomczyk to projekt długofalowy”
- Dawid Szwarga: „Naszym najdroższym transferem była sauna”
- Alex Haditaghi: „Witajcie w roku nieśmiertelności”
- Edward Iordanescu: „Kontrolowaliśmy ten mecz”
- Fredi Bobic: „Niektórzy piłkarze Legii nie mają jaj”
- Robert Dobrzycki: „Walka o utrzymanie nie zajmuje nam głów”
- Murat Colak: „Bardzo proszę, niech nam pani odda działkę!”
- Radny Wójcik: „Goncalo Feio nazwał mnie skur**synem”
- Zbigniew Jakubas: „Ten sędzia biegał w Lublinie po pijaku”
- Kibol Pogoni: „Jeszcze raz się dowiemy, że obracaliście nasze dziewczyny…”
- Michał Rydz: „Poprosiłem trenera o pilny powrót do klubu”
- Igor Jovićević: „Pokazaliśmy widzewski charakter!”
- Alex Haditaghi: „Fajnie być Legią. Inne zasady, inne traktowanie”
- Dariusz Adamczuk: „Bukari ma być gwiazdą ligi”
- Lukas Podolski: „Kebab mi jakoś idzie, oby z Górnikiem było tak samo”
- Kacper Sezonienko: „Zje**liśmy po całości”
- Jacek Zieliński: „Korona w pucharach? Polecam znaleźć dobrego lekarza”
- Marcin Herra: „Znamy przepis na mistrzostwo Polski”
- Karol Klimczak: „Nasze motto to: nigdy się nie poddawaj”
Marek Papszun: „Legia mnie chce, ja chcę być trenerem Legii”
Przenosiny Marka Papszuna z Legii Warszawa do Rakowa Częstochowa były tematem, który zdominował dyskusję wokół Ekstraklasy na finiszu rundy jesiennej. Ależ się ta telenowela przeciągnęła! W końcu szkoleniowiec (wtedy jeszcze) Medalików otwarcie zadeklarował na konferencji prasowej, że chce się przenieść na Łazienkowską. – Legia chce mnie jako trenera. Ja chcę być trenerem Legii. No i to tyle, jeżeli chodzi o komentarz do tej sprawy. Mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia.Prośba do szeroko pojętej opinii publicznej, żeby nie wyrokować, nie wydawać ocen, nie mając pełnej wiedzy na temat tej sprawy.
Koniec końców szefostwo Rakowa nie ugięło się pod presją i zatrzymało Papszuna w Częstochowie do końca rundy jesiennej. W efekcie Wojskowi ugrzęźli w strefie spadkowej, a punktów potraconych za kadencji Inakiego Astiza zabrakło im, by załapać się do europejskich pucharów.
Inna sprawa, że Raków na utracie Papszuna również nie wyszedł najlepiej.
Wojciech Cygan: „Trener Tomczyk to projekt długofalowy”
– Dzisiaj nie jest najlepszy moment na podsumowania. Aby móc pewne rzeczy podsumować, trzeba dać też Łukaszowi czas. Nie jest tak, że dzisiaj jesteśmy na etapie rozmów o tym, co byście chcieli słyszeć (rozstaniu z trenerem – przyp. red.). To projekt długofalowy. On zna klub, wywodzi się stąd. Po sezonie na spokojnie podsumujemy – w taki sposób Wojciech Cygan na antenie Kanału Sportowego zapewniał o zaufaniu do trenera Łukasza Tomczyka przed finałem Pucharu Polski. Co było dalej – wiadomo. Raków poległ w finałowej konfrontacji z Górnikiem Zabrze. Zaraz po porażce Tomczyk został zwolniony.
Raków odhaczył ligowe bingo. A miał mieć wyższe standardy [KOMENTARZ]
Klasyka polskiego futbolu.
Można powiedzieć, że Raków – wcześniej długo będący symbolem nowej jakości w polskiej piłce – ostatecznie zekstraklasowiał.
Dawid Szwarga: „Naszym najdroższym transferem była sauna”
Były już trener Arki Gdynia wielokrotnie sugerował na konferencjach prasowych czy w wywiadach – czasem między wierszami, a czasami całkiem wprost – że kadra Żółto-Niebieskich nie została odpowiednio przygotowana do ekstraklasowych realiów. A mówiąc bardziej dobitnie: że jest po prostu za słaba, by utrzymać się w lidze. Zdecydowanie najbardziej wymowna była wypowiedź po spotkaniu z Widzewem Łódź. – Pamiętajmy, że Widzew dokonał transferów za ponad sześć milionów euro, a naszym najdroższym transferem była sauna – wypalił wówczas Dawid Szwarga.
No ale 35-latek trochę racji jednak miał, czyż nie? Arka spadła z Ekstraklasy, bo zwyczajnie zabrakło jej czysto piłkarskich argumentów.

Alex Haditaghi: „Witajcie w roku nieśmiertelności”
A skoro cały czas wspominamy pierwszą fazę sezonu, to trzeba koniecznie przypomnieć, w jaki sposób rozgrywki zapowiadał właściciel Pogoni – Alex Haditaghi.
„To jest rok, w którym możemy uciszyć duchy przeszłości.
To jest rok, w którym możemy pogrzebać wszelkie wątpliwości.
To jest rok, w którym możemy przełamać klątwę.
Witajcie w Roku Nieśmiertelności„.
William Wallace by się nie powstydził takiej przemowy.
Skończyło się na serii niezbyt udanych, albo i kompletnie chybionych transferów i uwikłaniu szczecińskiej ekipy w walkę o utrzymanie w Ekstraklasie. Ostatecznie Portowcy uplasowali się na dziewiątym miejscu w lidze, najgorszym od 2018 roku.
Edward Iordanescu: „Kontrolowaliśmy ten mecz”
Zostańmy jeszcze na moment w jesiennych klimatach i cofnijmy się do kadencji Edwarda Iordanescu w Legii Warszawa. „Niewyspany Edi” zapisał się bowiem na kartach historii futbolu jako pierwszy szkoleniowiec, którego drużyna kontrolowała wszystkie mecze.
Tylko że niewiele z nich wygrała.
- po Samsunsporze: – Mimo że zmieniliśmy dziesięciu zawodników w wyjściowym składzie, kontrolowaliśmy cały mecz.
- po Wiśle Płock: – Kontrolowaliśmy 90 procent spotkania.
- po Jagiellonii: – Widzieliśmy bardzo dużo powtarzalności – mieliśmy kontrolę, strzały, posiadanie, dużo szans.
- po Cracovii: – W większości spotkań nie byliśmy zaskoczeni taktycznie, kontrolowaliśmy mecze. To nie jest problem.
- po Arce: – Mam poczucie, że w pełni kontrolowaliśmy sytuację.
- po Rakowie: – Kontrolowaliśmy grę. Nasze intencje były w stu procentach skoncentrowane na tym by wygrać.
No geniusz, na którym się nie poznaliśmy.
Później Iordanescu żalił się ojczystej prasie, że w Polsce gnębili go nacjonaliści. – Nawet nie zwracali się do mnie po imieniu. Nazywali mnie „Rumunem”…
Fredi Bobic: „Niektórzy piłkarze Legii nie mają jaj”
No dobra, jeszcze jeden smaczek dotyczący koszmarnej jesieni w wykonaniu Legii.
Szef operacji sportowych stołecznego klubu – Fredi Bobic – w taki sposób komentował postawę zawodników w grudniu na antenie Canal+Sport: –
– To nowy rekord meczów bez zwycięstwa? Pieprzyć go, ale to wstyd dla takiego klubu. Zawsze znajdziemy sposób, żeby nie wygrać. Czasem prowadzimy, a i tak tego nie dowozimy. To naprawdę przykre, ale na końcu musisz pracować z piłkarzami każdego dnia. […] Pewność siebie zniknęła. Niektórzy zawodnicy, szczerze mówiąc, nie mają jaj, żeby grać w tej koszulce. I teraz ja i wszyscy w klubie, bierzemy za to odpowiedzialność. Nie uciekniemy od niej.
Marek Papszun wyciągnął Legię Warszawa z naprawdę bardzo, ale to bardzo głębokiego kryzysu.

Robert Dobrzycki: „Walka o utrzymanie nie zajmuje nam głów”
– Walka o utrzymanie to na pewno nie jest taki temat, który bardzo zajmuje głowy w klubie. Jest jeszcze trochę czasu, tym składem gramy dopiero czwarty mecz. Ja jestem optymistą. Europejskie puchary zostawiłbym sobie [na później], to jest sezon przejściowy. Ale w tej chwili wszyscy w Ekstraklasie grają o puchary i o utrzymanie. Nie myślę o tym za bardzo. Musimy grać każdy mecz coraz lepiej, to jest założenie – słowa Roberta Dobrzyckiego, wypowiedziane na antenie TVP Sport, bardzo szybko wzbudziły zainteresowanie futbolowych bogów, którzy postanowili udzielić właścicielowi Widzewa lekcji pokory.
Właściciel Widzewa z odezwą do kibiców. „Widzew to moje życie”
Zresztą – nie tylko jemu. Bo przecież Dariusz Adamczuk i Piotr Burlikowski przed rundą wiosenną wręcz się uśmiali na sugestię, że RTS może spaść z Ekstraklasy. Tymczasem Widzew klepnął utrzymanie dopiero w trakcie Multiligi. I to, umówmy się, w nieszczególnie atrakcyjnym stylu. Strach zajrzał Łodzianom w oczy.
Bardzo mało brakowało, by sezon przejściowy zmienił się w sezon stracony.
Murat Colak: „Bardzo proszę, niech nam pani odda działkę!”
Do końca ligowej kampanii o utrzymanie drżała również Cracovia, ale w przypadku Pasów zdecydowanie najmocniej zapadły nam w pamięci nie wypowiedzi związane z postawą zespołu na boisku, tylko awantury gabinetowe. A już zwłaszcza pamiętny performance wiceprezesa Murata Colaka na konferencji prasowej.
„Oddaj naszą działkę”. Wiceprezesi Cracovii uderzyli w Elżbietę Filipiak
Działacz Cracovii apelował dramatycznym tonem do Elżbiety Filipiak, już wówczas skonfliktowanej z kierownictwem klubu: – Mamy – powiem po polsku – naszą działkę, działkę Cracovii. Srebra rodowe. Ta działka, ten teren, należy do Cracovii. nagle okazuje się, że tej działki – wartej 30 milionów złotych – już w klubie nie ma. Cracovia otrzymała za nią 10,5 miliona złotych netto. Rozmawiamy o etyce, o wartościach? […] Jeżeli pani Filipiak mówi, że kocha Cracovię, że oddała jej życie. Mamy dla niej konkretną propozycję: oddamy ci wszystko to, co dałaś nam. A ty oddaj nam nasze tereny. To jest nasza działka. Bardzo panią proszę, żeby nam pani oddała naszą działkę. […] Teren Cracovii to własność społeczności. Ziemia święta. Te tereny mają wielkie, historyczne znaczenie dla klubu, to jego dziedzictwo. Mam nadzieję, że sytuacja finansowa pani Filipiak jest na tyle dobra, że uda się to rozwiązać nie podejmując kroków prawnych.
Elżbieta Filipiak skontrowała zarzuty własnym oświadczeniem, sprawa lekko przycichła. Tymczasem Murat Colak oberwał od oburzonych kibiców po ostatnim meczu sezonu. – I tym przejdę do pana Colaka, atencjusza, który nie wiem, czego tutaj oczekuje. Myśli pan, że jest pan jakiś ważny. Przyszedł pan pół roku temu, czekamy na spotkania jedno, drugie, trzecie. Gdzie jest Platek? Gdzie jest Platek? – grzmieli fani Pasów.
Radny Wójcik: „Goncalo Feio nazwał mnie skur**synem”
Oczywiście sezon Ekstraklasy nie byłby kompletny bez afery z Goncalo Feio w roli głównej.
Portugalczyk kadencję w Radomiaku Radom zaczął od snucia wielkich planów. – Ambicją jest zrobienie czegoś wyjątkowego, aby dać klubowi coś, czego nigdy wcześniej nie miał. Najlepszą pozycję w historii, a nawet kwalifikację do europejskich pucharów – przekonywał w wywiadzie dla Flashscore. Ale skończyło się jak zwykle, czyli karczemną awanturą. W marcu Feio poskarżył się, że padł ofiarą fizycznej napaści ze strony lokalnego polityka.
Zawód, niedosyt, rosnące problemy. To czas Feio w Radomiaku
Rzeczony polityk – radny Dariusz Wójcik – relacjonował całe zdarzenie na naszych łamach:
– Kto nie pracował z trenerem Feio, to nie wie, jak praca z nim może być traumatycznym przeżyciem. Obelgi są na porządku dziennym. No i ja przeżywałem traumę w związku z tą pracą, ponieważ on mnie obciążał, że ja odpowiadam za boisko w klubie, co nie jest prawdą, gdyż obiekt jest Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Różne awantury mi robił: o jacuzzi, płytę treningową na Narutowicza, teraz o tę główną, ona rzeczywiście jest w fatalnej kondycji, ale po pierwsze trudno mi za to wziąć odpowiedzialność, po drugie niestety na warunki atmosferyczne nie ma się wpływu. W każdym razie – wychodzę z loży i trener do mnie mówi: „jak to boisko przygotowałeś, skur**synu?”. Przepraszam, że bluźnię, ale tak było. W nerwach się schowałem, byłem zszokowany. Wróciłem do loży.
– Później jak czekałem na swoje dziecko na korytarzu, myślałem, że trener jest u siebie w pokoju i że już nie będę miał okazji go spotkać. A on skądś szedł. Ja do niego krzyknąłem, że nie życzę sobie, żeby mnie nazywał skur**synem, bo moja mama nie była taką panią. I on zaczął się zbliżać, coś mi tłumaczyć. Zbliżył się tak blisko, że myślałem, że chce mnie uderzyć głową. Odruchowo zasłoniłem się ręką, ale niestety byliśmy bardzo blisko siebie i lekko musnąłem trenera Feio w policzek.
Ostatecznie panowie doszli do cichego porozumienia, ale relacji Feio z Radomiakiem nie udało się odbudować.

Zbigniew Jakubas: „Ten sędzia biegał w Lublinie po pijaku”
Dobrą kompilację ekstraklasowych cytatów trudno sobie również wyobrazić bez przynajmniej jednej wypowiedzi Zbigniewa Jakubasa. Nasza ulubiona medialna szarża właściciela Motoru Lublin w sezonie 2025/26 to ta z kwietnia. Jakubas nie pozostawił wówczas suchej nitki na Bartoszu Frankowskim.
– Przypomnę, że ten sam sędzia, który kiedyś w Lublinie po pijaku biegał ze znakiem drogowym, sędziuje nam ten mecz. To już robi się naprawdę kuriozalne. W 90. minucie dyktuje się przeciwko nam rzut karny, kiedy wielki Raków Częstochowa nie jest w stanie wygrać z Motorem. To po prostu wygląda tak, jakby ktoś chciał mu pomóc. To jest oburzające. Moim zdaniem zostaliśmy skrzywdzeni – pieklił się przedsiębiorca w TVP Sport po spotkaniu z Rakowem.
No ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kogo nigdy szlag nie trafił po meczu sędziowanym przez Frankowskiego.
Kibol Pogoni: „Jeszcze raz się dowiemy, że obracaliście nasze dziewczyny…”
Długo pamiętana będzie także „rozmowa wychowawcza”, jaką kibole Pogoni Szczecin przeprowadzili z zawodnikami po grudniowym starciu z Radomiakiem. Jeden z gniazdowych zaczął formułować otwarte groźby pod adresem piłkarzy „obracających dziewczyny na baletach”.
Kibol Pogoni groził piłkarzom. Skandal po meczu w Szczecinie
– Kamil, powiem ci i chciałbym, żebyś to w szatni słowo w słowo im przetłumaczył – zaczął wywrzaskiwać kibol, zwracając się bezpośrednio do Kamila Grosickiego. – Jeszcze raz dowiemy się, że któryś z was był na baletach i obracał nasze dziewczyny, to wjeżdżamy na trening i was wszystkich roz****dalamy. Nieważne czy biały, czy czarny, czy obrońca, czy napastnik. Jesteście jedną drużyną i wszyscy dostajecie w****dol. Ode mnie tyle.
Rozmowa pod ,,płotem” w Szczecinie, mimo wszystko za grubo. pic.twitter.com/0FJUvMLgSP
— Popson (@M__Popek) December 6, 2025
Afera zakończyła się wspólnym oświadczeniem szczecińskiego klubu i kibicowskiego stowarzyszenia.
Michał Rydz: „Poprosiłem trenera o pilny powrót do klubu”
Pamiętacie jeszcze aferę weselną w Widzewie?
Patryk Czubak zaczął pracę w roli pierwszego trenera w sezonie 2025/26 od porażki z Lechem Poznań i wyprawy do Grecji, gdzie ślub brał wiceprezes klubu Maciej Szymański. Zbulwersowało to kibiców, którzy spodziewali się, że nowo mianowany szkoleniowiec wykorzysta przerwę reprezentacyjną na pracę treningową z zespołem. Rzecznik klubu zareagował uspokajającym komunikatem. – Tak, trener Patryk Czubak wyjechał na dawno zaplanowany ślub. Nie miało to wpływu na planowanie trwającego mikrocyklu, który odbywa się zgodnie z planem, na podstawie rekomendacji Działu Przygotowania Motorycznego i Medycyny.
Łódzko-greckie wesele. Widzew ma poważny problem wizerunkowy
3 września 2025 roku wszystko zdawało się zatem toczyć zgodnie z drobiazgowym planem słynnego Działu Przygotowania Motorycznego i Medycyny. Ale następnego dnia prezes Michał Rydz ogłosił już ściągnięcie trenera z powrotem do Łodzi. – Dziś w Łodzi spotkam się ze szkoleniowcem, by omówić plan przygotowań do meczu z Arką oraz plan na zwycięstwo w tym spotkaniu. Poprosiłem trenera o pilny powrót do klubu.
Tydzień później ze stanowiska ustąpił Szymański. Ale pewnie wszystko to też zaplanował i rekomendował Dział Przygo… A, dobrze wiecie jaki dział.
Igor Jovićević: „Pokazaliśmy widzewski charakter!”
To już jeden z ostatnich widzewskich akcentów w tym zestawieniu, obiecujemy. Trudno byłoby jednak przejść obojętnie wobec medialnych popisów Igora Jovićevicia.
Nas najbardziej ujęła jego duma po bezbramkowym remisie z Cracovią u siebie. – Podstawowym planem na dzisiejsze spotkanie była wola walki, zgarnianie drugich piłek, agresja. Tożsamość drużyny. I to pokazaliśmy. Pokazaliśmy „widzewski charakter”, co mnie cieszy i napawa dumą. Rośniemy jako drużyna i mamy cztery punkty po meczach z silnymi drużynami, które są wysoko w ligowej tabeli. To nam pokazało, że jeśli gramy jak duża drużyna – z takim charakterem, z taką agresją, z takim podejściem – to rozwijamy się jako zespół. Rośniemy. […] Jeśli chcesz wygrać mecz, musisz zostawić serce na boisku. A to dzisiaj zrobiliśmy.
Ależ to był bajerant. On naprawdę spuściłby Widzew do Betclic 1. Ligi.

Alex Haditaghi: „Fajnie być Legią. Inne zasady, inne traktowanie”
To już drugi występ szefa Pogoni Szczecin w naszym zestawieniu, ale w obu przypadkach wyróżnienie jest w pełni zasłużone. 30 kwietnia 2026 roku Alex Haditaghi postanowił poddymić na platformie X, która akurat kipiała wtedy z emocji po decyzji Komisji Ligi o anulowaniu czerwonej kartki dla Rafała Augustyniaka.
– Fajnie być Legią. Inne zasady, inne traktowanie – ocenił sarkastycznie Kanadyjczyk.
A pewnie można by było jeszcze cofnąć się do obelżywych wypowiedzi Haditaghiego na temat Cracovii, choć za te słowa właściciel Portowców akurat przeprosił na konferencji prasowej, więc może lepiej spuśćmy już na nie kurtynę milczenia.
Dariusz Adamczuk: „Bukari ma być gwiazdą ligi”
Osiem meczów w Ekstraklasie. Niespełna 500 minut spędzonych na boisku. Zero goli, zero asyst. Za kadencji Aleksandara Vukovicia (czyli wtedy, gdy drużyna zaczęła solidnie punktować i uratowała utrzymanie) – w odstawce, ograniczony do grania ogonów, a i to nie rzadko. Oto dokonania Osmana Bukariego w rundzie wiosennej.
Bukariego, za którego Widzew zapłacił rekordowe 5,5 miliona euro.
Osman Bukari – szansa na największy niewypał transferowy Europy
Bukariego, którego Dariusz Adamczuk przedstawiał w rozmowie z klubowymi mediami tak: – Ma być gwiazdą ligi. Jeśli się nią nie stanie, będzie to nasza porażka.
No cóż, zatem na razie jest to zatem kolosalna porażka pionu sportowego Widzewa. Bukari dał się zapamiętać tak naprawdę tylko z rozdawania kwiatków na Dzień Kobiet i z wizowych perturbacji, jakie towarzyszyły jego powrotowi z Afryki.
Lukas Podolski: „Kebab mi jakoś idzie, oby z Górnikiem było tak samo”
No dobra, to może dla odmiany jakieś miłe wspomnienie? Ostatecznie dla Górnika Zabrze wiosna ułożyła się wręcz rozkosznie. No niemal idealnie. Triumf w Pucharze Polski, wicemistrzostwo kraju, a także – czy może: przede wszystkim – happy end w procesie prywatyzacji klubu.
Górnik oficjalnie wkroczył w nową erę, już z Lukasem Podolskim u steru.
Podolski planuje urlop. „Jak będę robił to samo, to mnie z domu wyrzucą!”
– Kebab mi jakoś tam idzie dobrze i mam nadzieję, że tak samo mi pójdzie z Górnikiem – stwierdził „Poldi” na konferencji prasowej. – Na razie nie mam wielkiego pomysłu na wielkie zmiany. Mamy dobry zespół. Nie ma potrzeby, by tych ludzi powymieniać i robić coś wyjątkowego. Widać efekty działań ludzi, którzy teraz pracują w klubie. To, jak ten klub teraz wygląda, to ich duża zasługa. A co będzie w następnych latach? Zobaczymy. Nie wiem. Na razie nie ma wielkiego planu ani wielkiej filozofii, żeby tylko uspokoić ludzi i media, że coś wielkiego się tu wydarzy. Trzeba pamiętać, że klub dalej ma duże problemy finansowe. Teraz zdobyliśmy Puchar Polski, jesteśmy na drugim miejscu, ale kolejny sezon będzie bardzo trudny. Trzeba uważać. Trzeba robić jak najmniej błędów, żeby kolejny sezon się udał. I dalej będziemy rozwijać klub na boisku i poza nim. Dla mnie ważne jest tworzenie marki Górnika.
Pytanie, czy należy słowa Podolskiego traktować jako polemikę do kultowego: „ludzie, piłka nożna to nie kebab!” Marka Citki?

Kacper Sezonienko: „Zje**liśmy po całości”
Lechia Gdańsk przez jakieś 3/4 sezonu była jedną z rewelacji Ekstraklasy. Grała efektownie, punktowała solidnie, marzyła po cichu o europejskich pucharach. Ale na finiszu rozgrywek drużyna rozsypała się w drzazgi, a smutną puentą tej ligowej kampanii była dla Biało-Zielonych klęska w starciu z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Wystarczyło pokonać już zdegradowanych oponentów, by uratować ligowy byt, ale Lechii nawet na to nie było stać w meczu 34. kolejki Ekstraklasy.
Na przerwę Gdańszczanie schodzili z dwiema bramkami w plecy. Kacper Sezonienko nie gryzł się w język w rozmowie z reporterem Canal+Sport: – Z wk**wieniem schodzimy do szatni. Musimy wyjść na drugą połowę i wziąć się w garść. Wygląda to ciężko, musimy wziąć za to odpowiedzialność, bo zje**liśmy po całości.
Kacper Sezonienko nie krył niezadowolenia po pierwszej połowie w Niecieczy…
pic.twitter.com/9O4MfkKINu
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 23, 2026
Na Johnie Carverze ta wojownicza wypowiedź nie zrobiła wrażenia, bo Sezonienko po przerwie już na boisko nie wrócił.
Jacek Zieliński: „Korona w pucharach? Polecam znaleźć dobrego lekarza”
Nerwowo na finiszu rozgrywek było również w Koronie Kielce. Wprawdzie podopieczni Jacka Zielińskiego do Multiligi przystąpili już z zagwarantowanym utrzymaniem, ale doświadczony szkoleniowiec i tak sprawiał wrażenie delikatnie podminowanego na pomeczowej konferencji prasowej.
Zieliński przejechał się po tych, którzy spodziewali się po jego drużynie gry o najwyższe cele w Ekstraklasie.
– Ten sezon jest różnie oceniany przez media, przez opinię publiczną. Ale myślę, że jak kurz opadnie, to spojrzenie na ten sezon będzie trochę inne. Ja gdzieniegdzie słyszę takie głosy, że w tej sytuacji to Korona powinna się bić o puchary. Ci, którzy tak mówią, powinni napić się bardzo zimnej wody albo znaleźć dobrego lekarza – stwierdził mistrz Polski z 2010 roku. – Znamy swoje miejsce w szeregu. Zespół, który trzy ostatnia lata trzymał brzytwy, utrzymując się w Ekstraklasie, aż takiego przeskoku nie zrobi. Naprawdę, z całym szacunkiem. To jest proces, to nie jest takie proste. Ambicje miałem większe, zespół też, ale doceniam to, czego dokonaliśmy. Nie dam pomiatać chłopakami i wytykać im braku zaangażowania. Absolutnie nie. Nie zasłużyli na to, by rzucać ich na stos.
Marcin Herra: „Znamy przepis na mistrzostwo Polski”
Występ Marcina Herry w podcaście „Kilka słow o Legii” z lipca 2025 roku był… brawurowy.
– Jestem przekonany, że tak – znamy przepis na mistrzostwo Polski. […] O zdobyciu mistrzostwa Polski decyduje kilka czynników. Dobra jakość zespołu w sensie piłkarskim, dobry mental, zgranie zespołu z trenerem, sztabem i dyrektorem sportowym, zgrany cały zespół sztab-dyrektor-zarząd. I kiedy wszyscy pchają wózek w jednym kierunku, wspierając się jak wygrywają i – czasami – jak przegrywają. Dyrektorzy sportowi z całego świata mówili mi: nie ma cudownej, magicznej receptury. Musisz mieć plan i codziennie go realizować. […] Są wybitni kucharze i zwykli kucharze. Dobrego kotleta zrobi jeden i drugi, natomiast ten wybitny ma tę smykałkę, że robi coś magicznego i jeszcze potrafi o tym opowiedzieć. Ale czy ten wybitny może ominąć podstawy? Nie.
Perorować w ten sposób po latach posuchy w rywalizacji o ligowy tytuł? Trzeba być albo bardzo pewnym siebie albo skrajnie naiwnym. No i dziś możemy już ocenić, że słowa działacza Legii Warszawa zestarzały się katastrofalnie. Obecnie trudno o większy cytat-mem w polskiej piłce klubowej.
Ale z drugiej strony…

Karol Klimczak: „Nasze motto to: nigdy się nie poddawaj”
… do niedawna taką sztandarową memiczną wypowiedzią było przecież niezapomniane „ja się nigdy nie poddam” Piotra Rutkowskiego. Przez całe lata wyśmiewanego czy nawet wyklinanego przez kibiców Lecha Poznań. Tymczasem po obronie mistrzowskiego tytułu fani Kolejorza z entuzjazmem skandowali nazwisko Rutkowskiego. Podziękowania spłynęły też pod adresem Karola Klimczaka, który z uśmiechem odniósł się do legendarnej już konferencji prasowej właściciela klubu.
– Musimy być konsekwentni. Materiał z Piotrem dobrze się zestarzał. Nasze motto to: „nigdy się nie poddawaj” – powiedział Klimczak w rozmowie z Canal+Sport. – By coś osiągnąć, trzeba być konsekwentnym. Podążać za swoim pomysłem – tego się nauczyliśmy. Jak chcemy grać, kogo chcemy szukać, jakiego trenera chcemy poszukiwać, rozwijać klub w takim kierunku, aby cały Poznań, cała Wielkopolska i cała Polska była z nas dumna i zadowolona.
Jest zatem nadzieja i dla Marcina Herry, że „przepis na mistrzostwo” stanie się kiedyś mottem Legii. No ale na razie ten przepis znają akurat w Poznaniu. A działaczom Wojskowych pozostaje tylko „nigdy się nie poddawać”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. FotoPyk / NewsPix.pl
Artykuł Złote usta Ekstraklasy. 20 najlepszych cytatów sezonu 2025/26 pochodzi z serwisu weszlo.com.