Marek Papszun znalazł się w piątce nominowanych gali Ekstraklasy w kategorii trener sezonu. Wybór ten niektórych zdziwił, no bo jak to – trener będącej w środku tabeli, do końca walczącej o utrzymanie Legii z szansą na tytuł najlepszego szkoleniowca rozgrywek? Tylko czy dziwić rzeczywiście powinien? Jeśli weźmiemy pod uwagę szerszy kontekst i całokształt pracy Papszuna z ostatniego roku: niekoniecznie.
Mamy tu oczywiście do czynienia z nietypową sytuacją, gdy trener jest oceniany na podstawie osiągnięć w dwóch różnych klubach. Pierwszą część sezonu przepracował w Częstochowie, drugą w Warszawie. Pełna runda w każdej z drużyn to jednak już spora próbka, by wyciągnąć jakieś wnioski co do efektów tej pracy. I w przypadku Papszuna są one takie, że obu klubach zrobił świetną robotę.
Marek Papszun nominowany do nagrody trenera sezonu. Wygrana nie byłaby wielką kontrowersją
Jeśli spojrzymy na Raków, to oczywiście jesień nie była w jego wykonaniu idealna. Początek był wręcz fatalny – Medaliki z pierwszych ośmiu meczów ligowych wygrały tylko dwa i aż cztery przegrały. Sami zastanawialiśmy się wówczas, czy to już nie pora na zmianę trenera w Częstochowie. Papszun był jednak w stanie zamknąć usta krytykom i w pozostałych dziesięciu meczach zanotował siedem zwycięstw. Jeśli jedną z miar warsztatu trenera jest to, jak radzi sobie z wychodzeniem z dołka, to na tym polu obecny trener Legii pokazał dużą klasę.
Nie można też przejść obojętnie obok tego, jak zespół radził sobie na pozostałych frontach. W Lidze Konferencji Raków jako jedyna polska drużyna awansował bezpośrednio do 1/8 finału. Wykonał też zadanie w Pucharze Polski, ogrywając Cracovię w 2. rundzie i Śląsk Wrocław w 1/8.
Ktoś powie: skoro to Gala Ekstraklasy, to oceniajmy to, co w Ekstraklasie. I okej, ale nie udawajmy, że pozostałe rozgrywki nie mają znaczenia. Po to właśnie zespoły rywalizują o najwyższe miejsca, by w pucharach zagrać. Skoro drużyna się do nich dostaje, trudno nie oceniać trenera pod kątem tego, jak radzi sobie z łączeniem gry na wszystkich polach.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
I patrząc na to, można stwierdzić, że Papszun poradził sobie nawet lepiej niż Adrian Siemieniec z Jagiellonią i Niels Frederiksen z Lechem, czyli pozostali trenerzy naszych pucharowiczów nominowani przez kapitułę do nagrody. Cała trójka po rundzie zimowej miała w lidze niewielki dystans do lidera, ale Siemieniec i Frederiksen nie uniknęli gry w barażach Ligi Konferencji (to żaden zarzut, i tak osiągnęli dobre wyniki), Jagiellonia ponadto pożegnała się z Pucharem Polski już w drugiej rundzie. Oczywiście można porównywać rywali, z którymi przyszło mierzyć się każdej z drużyn w Europie, ale i tak wypada kiwnąć głową z uznaniem wobec drugiego miejsca zajętego przez Raków w fazie ligowej.
Na uznanie zasługuje też to, co Papszun zrobił wiosną z Legią. Obejmował zespół pogrążony w potężnym kryzysie, bez wygranej w Ekstraklasie od końcówki września, zimujący na dnie ligowej tabeli. W 2026 roku ten sam zespół jest trzecią najlepiej punktującą drużyną w stawce. To najdobitniej ukazuje wpływ, jaki trener ma drużynę.
Jako trener Rakowa, a później Legii, Papszun zgromadził w tym sezonie łącznie 53 punkty. To o cztery więcej niż Siemieniec z Jagiellonią i Gasparik z Górnikiem i tylko o trzy mniej niż Frederiksen z Lechem. Lechem, który za moment ma zostać mistrzem Polski. Czy to wystarcza, by uznać Papszuna za bezsprzecznie najlepszego trenera w tym sezonie? Na pewno nie, dla kogoś istotniejsze mogą być inne akcenty.
Dla kogoś najważniejsze są trofea i ewentualna obrona tytułu przez Frederiksena będzie argumentem ostatecznym. Inni powiedzą, że najbardziej na nagrodę zasłużył Rafał Górak, bo po GKS-ie raczej spodziewaliśmy się walki o utrzymanie, a nie o puchary. Zwłaszcza że GieKSa ruszała do wiosny z podobnego miejsca, co Legia. Ktoś jeszcze, że Michal Gasparik, bo ewentualne podium Górnika to też mimo wszystko nieoczywisty sukces, do tego poparty triumfem w Pucharze Polski. Kto inny stwierdzi, że brakuje w tym gronie Leszka Ojrzyńskiego, który kompletnie nieoczekiwanie włączył się z Zagłębiem do walki o puchary, a jeszcze kto inny, że Daniela Myśliwca, który wyciągnął Piasta z otchłani po koszmarnej kadencji Maksa Moeldera.
I o to w tych plebiscytach chodzi, by decydowała opinia. Mierzenie pracy trenera wyłącznie trofeami mijałoby się z celem – moglibyśmy co roku wręczać statuetkę temu, który zdobędzie tytuł. Każdy z nominowanych szkoleniowców w jakimś stopniu zasłużył na nagrodę, za każdym coś przemawia. Nikt jednak nie przeszedł w tym sezonie takiej drogi jak Papszun – od trenera wicelidera Ligi Konferencji i kandydata do mistrzostwa do strażaka walczącego o utrzymanie. Szkoleniowiec Legii pokazał zaś, że w obu tych sytuacjach potrafi się z powodzeniem odnaleźć.
To zwyczajnie warto docenić.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Szok – skrzydłowy Jagiellonii w Kozakach! [KOZACY I BADZIEWIACY]
- Dlaczego milionowe transfery w Ekstraklasie to głównie pudła?
- Lista transferowego wstydu. Niewypały, których żal coraz mniej
- Żeby było uczciwie, już 33. kolejka Ekstraklasy powinna być Multiligą
Fot. Newspix
Artykuł Czy Marek Papszun może zostać trenerem sezonu? pochodzi z serwisu weszlo.com.