TOPLIGA

Warsaw Eagles z trzecim tytułem mistrzowskim!

22/07/2018 | Jakub Kaczmarek Biuro Prasowe PLFA

XIII SuperFinał przeszedł do historii. Warsaw Eagles odnieśli swoje ósme zwycięstwo w tegorocznym sezonie Topligi i sięgnęli po trzeci tytuł mistrzowski w historii klubu, a pierwszy oficjalny pod egidą Ministerstwa Sportu i Turystyki. Kozły Poznań do stolicy Wielkopolski wracają na tarczy, lecz po raz pierwszy jako wicemistrz Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego.

Ciężko opisać te emocje, po prostu jesteśmy szczęśliwi. Wczorajszy mecz nie był łatwy, czego spodziewaliśmy się po drużynie z Poznania. Kozły walczyły do samego końca. Cieszę się, że mimo stawki byliśmy spokojni i skupieni. Oczywiście, nie obyło się bez nerwowych sytuacji, ale generalnie graliśmy wyrachowanie i dojrzale. „Mistrz Polski” brzmi dumnie, zwłaszcza, że od tego roku gramy pod patronatem Ministerstwa Sportu i Turystyki.
Michał Gralewski, defensywny liniowy Warsaw Eagles

Tymczasem, na przestrzeni pierwszej połowy spotkania, tylko formacja defensywna prowadzona przez Damiana Łuca była w stanie, choćby w najmniejszym stopniu, przeciwstawić się Orłom. Ofensywa pod batutą Patryka Barczaka jeszcze w początkowej fazie rywalizacji przetrzebiała szyki obronne, lecz ani razu nie przedostała się na terytorium przeciwnika. Tendencja ta utrzymywała się do trzeciej kwarty, podczas gdy obrońcy starali się jak mogli, aby utrzymywać warszawian na dystans. Niestety, ulegli już w drugiej części pierwszej odsłony, kiedy to Christopher Jeffrey wykorzystał sytuacje biegową na cztery jardy przed polem punktowym. Kolejne serie prowadzone przez amerykańskiego rozgrywającego oraz australijskiego biegacza, Jacka Martona, były zdecydowanie bardziej zbilansowane, konsekwentne oraz dokładniejsze, aniżeli ekipy ze stolicy Wielkopolski. Nawet obecność McCrea nie była w stanie odmienić oblicza prezentowanej gry, bowiem Orły skutecznie pozbawiały przeciwników kolejnych argumentów zawężając środek pola, szybko schodząc do bocznych stref boiska czy jak cień podążając za skrzydłowymi. Duża presja generowana na rozgrywającym również utrudniała przejrzystość pola, a przechwyt lub sack wyraźnie powodowały mniej odważne decyzje w kolejnych akcjach. Pierwszym takim momentem był przechwyt Patryka Dumicza, który pozwolił przesunąć futbolówkę blisko pola końcowego, co zakończyło się przyłożeniem.

Mimo wszystko, po pierwszej połowie – zdecydowanie zdominowanej przez Warsaw Eagles – dzięki świetnej postawie obrońców z Poznania, Wielkopolanie przegrywali tylko 0:10. Kiedy pięć minut po rozpoczęciu trzeciej kwarty, amerykański rozgrywający posłał ponad 20-jardowe podanie między dwóch obrońców do Piotra Pamulaka, sytuacja podopiecznych Filipa Kłoskowskiego stawała się coraz trudniejsza. Koordynator ataku starał się szukać nowych rozwiązań, czego dowodem była zmiana Gunthera Krotscha, starając się wykorzystać jego nienaganną technikę w akcjach podaniowych. Niestety, kiedy zaczął już czuć boisko wraz z Charlesem McCrea, ten został tak niefortunnie powalony przez jednego z obrońców, że musiał zejść z boiska wyraźnie cierpiąc z powodu barku (jak się okazuje, Amerykanin, prawdopodobnie złamał obojczyk). To zmusiło Kozły do poszukiwania dalekich akcji w stronę skrzydłowych wykorzystując ich szybkość oraz gabaryty, lecz w większości brakowało precyzji, wyczucia i porozumienia. Aczkolwiek, jedna z takich prób się udała, kiedy to Mateusz Patalas zaprezentował swoją szybkość wyprzedzając w kryciu Dumicza i złapał idealne podanie od starszego z braci Barczaków. Wielu spodziewało się, że będzie to moment przełomowy, który pozwoli Wielkopolanom nabrać większej pewności siebie, uwierzyć w swoje umiejętności i spróbować odrobić straty.

Wysiłek ten zmarnowali obrońcy, którzy nie tylko nie potrafili zatrzymać świetnie dysponowanych Martona oraz Jeffrey’a, ale zaczęli zbierać indywidualne kary. Najbardziej bolesne w skutkach były dwie autorstwa Szymona Barczaka, który dwukrotnie został ukarany za niesportowe zachowanie, przez co musiał ochłonąć za linią boczną, zdecydowanie nie zgadzając się z tym werdyktem. To jednak doprowadziło Eagles do „czerwonej strefy”, skąd skutecznie kopnął na bramkę Filip Twardowski, inkasując trzy punkty. W czwartej, ostatniej części finałowego starcia, poznaniacy znacząco utracili morale, a w szczególności kiedy Eagles w dalszym ciągu prowadzili skuteczne serie, które przesuwały ich w okolice pola przyłożeń. Linia ofensywna z Warszawy wykonywała kawał solidnej pracy, nie dając możliwości defensorom przebić się do rozgrywającego, a kiedy na to pozwolili, ten znajdował wyjście z sytuacji biegnąc z piłką lub wybijając poza linię boczną.

Dwa kolejne przyłożenia z ręki Martona oraz Aleksandra Kawiarowskiego zamknęły widowisko, lecz jeszcze niewiele ponad 20 sekund przed końcem, Barczak na spółkę z Patalasem powtórzyli akcję punktową z trzeciej kwarty, zdobywając sześć punktów na otarcie łez. Dość powiedzieć, że był to jeden z gorszych występów Kozłów w tym roku, którzy na tle Eagles nie pokazali pełni swoich możliwości. Nie było zawodnika w zespole Kirka Mastromatteo, którego można by było za coś obwinić. Każdy z osobna, ze starannością godną mistrza wykonywał założenia taktyczne oraz nadane mu obowiązki. Christopher Jeffrey, od początku do końca, podejmował rozsądne decyzje, Jack Marton potwierdził dlaczego jest najlepszym biegaczem w lidze, linia ofensywna niemal bezbłędnie chroniła rozgrywającego i stawiała staranne bloki, skrzydłowi pewnie łapali podania, a obrońcy tylko dwukrotnie skapitulowali, lecz w momencie kiedy posiadali bezpieczne prowadzenie.

Warsaw Eagles zasłużenie sięgnęli po swój trzeci tytuł mistrzowski w historii, a pierwszy oficjalny pod patronatem Ministerstwa Sportu i Turystyki. Kozłom zabrakło większej koncentracji, skupienia, pewności siebie, lecz trzeba pamiętać, że nie przez przypadek znaleźli się w XIII SuperFinale. Wicemistrzostwo Polski brzmi równie okazale, szczególnie, że to pierwsze w ich dwunastoletniej tradycji.

- Ciężko opisać te emocje, po prostu jesteśmy szczęśliwi. Wczorajszy mecz nie był łatwy, czego spodziewaliśmy się po drużynie z Poznania. Kozły walczyły do samego końca. W pierwszej połowie czegoś nam zabrakło, jakkolwiek defensywa nie straciła punktów, tak atak przebiegał dość ciężko, za co należy się uznanie dla defensywy rywala. Natomiast po przerwie zastosowaliśmy pewne zmiany i przyniosło to wymierny skutek. Cieszę się, że mimo stawki byliśmy spokojni i skupieni. Oczywiście, nie obyło się bez nerwowych sytuacji, ale generalnie graliśmy wyrachowanie i dojrzale. „Mistrz Polski” brzmi dumnie, zwłaszcza, że od tego roku gramy pod patronatem Ministerstwa Sportu i Turystyki.- mówi po zwycięstwie Michał Gralewski, defensywny liniowy Warsaw Eagles.

- O wyniku zadecydowały, przede wszystkim, błędy indywidualne moich zawodników. Choć wiedzieliśmy, że kluczem do wygranej będzie postawa naszej linii ofensywnej, co do której nie mogę powiedzieć złego słowa, tak nasi rozgrywający, ewidentnie, mieli swój słabszy dzień. Dodatkowo, kontuzja naszego podstawowego biegacza również nie pomogła naszej formacji ataku. Bardzo zadowolony jestem z postawy obrony, która pokazała charakter z którego słynie, czyli mocna, twarda gra do samego końca. Szkoda kilku niepotrzebnych kar, ale żadnemu z graczy nie mogę odmówić woli walki i chęci zwycięstwa. Tego dnia zrobiliśmy wszystko na co było nas stać. - podsumowuje Damian Łuc, trener główny Kozłów Poznań.

Warsaw Eagles – Kozły Poznań 33:12 (7:0; 3:0; 9:6; 14:6)

I kwarta
7:0 – przyłożenie Christophera Jeffrey’a po 4-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Filip Twardowski)

II kwarta
10:0 – kopnięcie z pola Filipa Twardowskiego

III kwarta
16:0 – przyłożenie Piotra Pamulaka po 28-jardowej akcji po podaniu Christophera Jeffrey’a
16:6 – przyłożenie Mateusza Patalasa po 78-jardowej akcji po podaniu Patryka Barczaka
19:6 – kopnięcie z pola Filipa Twardowskiego

IV kwarta
26:6 – przyłożenie Jacka Martona po 2-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Filip Twardowski)
33:6 – przyłożenie Aleksandra Kawiarowskiego po 9-jardowej akcji po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Filip Twardowski)
33:12 – przyłożenie Mateusza Patalasa po 44-jardowej akcji po podaniu Patryka Barczaka

MVP XIII SuperFinału: Christopher Jeffrey (Warsaw Eagles)
MVP Ataku XIII SuperFinału: Mateusz Patalas (Kozły Poznań)
MVP Obrony XIII SuperFinału: Patryk Dumicz (Warsaw Eagles)

Nagrody indywidualne za sezon 2018:
MVP Sezonu: Christopher Jeffrey (Warsaw Eagles)
MVP Defensywy: Maciej Jaroszewski (Husaria Szczecin)
MVP Ofensywy: Christopher Jeffrey (Warsaw Eagles)
Najlepszy rozgrywający: Christopher Jeffrey (Warsaw Eagles)
Najlepszy odbierający: Daniel Przyborowski (Mustangs Płock)
Najlepszy running back: Jack Marton (Warsaw Eagles)
Najlepszy ofensywny liniowy: Miłosz Adamski (Zagłębie Steelers Interpromex)
Najlepszy defensywny liniowy: Łukasz Lau (Kozły Poznań)
Najlepszy linebacker: Maciej Jaroszewski (Husaria Szczecin)
Najlepszy defensive back: Jerzy Wieczorek (Husaria Szczecin)
Najlepszy returner: Konrad Kondraciuk (Hammers Łaziska Górne)
Najlepszy kicker: Maciej Adamiak (Husaria Szczecin)
Najlepszy punter: Kamil Klebieko (Husaria Szczecin)

SKRÓT MECZU DOSTĘPNY POD LINKIEM

Aktualności

Warsaw Eagles z trzecim tytułem mistrzowskim!

2018-07-22
XIII SuperFinał: Warsaw Eagles – Kozły Poznań 33:12