TOPLIGA

Perfekcyjni Eagles

4/06/2018 | Jakub Kaczmarek Biuro Prasowe PLFA

W minioną sobotę, w ramach 9. kolejki Topligi, w Warszawie miejscowe Orły mierzyły się z Husarią Szczecin w ostatnim spotkaniu sezonu zasadniczego. Sytuacja obu zespołów była znana jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, lecz każdy chciał zakończyć pierwszy etap tegorocznych rozgrywek Topligi zwycięstwem.

Zwycięstwo jednej jak i drugiej drużyny nie miało znaczenia w kontekście układu sił w tabeli Grupy Północnej, przed fazą playoffs. Każdy jednak miał swój wewnętrzny cel do spełnienia – gospodarze, aby zakończyć tę rundę perfekcyjnym bilansem, goście, aby pokazać, że podążają we właściwym kierunku i w fazie pucharowej będą liczyć się o awans do SuperFinału. Z racji kończącego się pierwszego etapu walki o pierwsze, oficjalne mistrzostwo Polski pod patronatem Ministerstwa Sportu i Turystyki, Orły postanowiły też przedłużyć „Dzień Dziecka” i oprawić wydarzenie niezliczonymi atrakcjami dla najmłodszych, co dodatkowo było motywacją dla kibiców i mieszkańców, aby pojawić się na BOPN Bemowo.

Szczecinianie już przed wyjazdem z województwa zachodniopomorskiego wiedzieli, że zadanie które przed nimi stoi wcale nie należy do najłatwiejszych. Na starcie z niepokonanym liderem jechali bez ośmiu podstawowych zawodników oraz pięciu zmienników, co oznaczało, że wielu będzie musiało grać w różnych formacjach, niemal bez wytchnienia. Mimo wszystko, Husarze wyszli na murawę pełni determinacji, co było widać przez pierwsze dwie kwarty.

Początek należał do gospodarzy, kiedy to Christopher Jeffrey, w charakterystyczny dla niego sposób, obsłużył Krzysztofa Stojaka podaniem do środka, wykorzystując niefrasobliwość ostatnich obrońców. Gospodarze z powodzeniem wyszli również z opresji, kiedy to po bardzo dobrym puntcie Dominika Kościelskiego, zostali postawieni na jard przed własną strefą końcową. Wówczas sytuację uspokoił Aleksander Kawiarowski, który na spółkę z rozgrywającym zdobyli 18 jardów. Warszawianie starali się wybić z rytmu gości wprowadzając „up-tempo” (rozgrywanie kolejnych akcji bez przerwy na naradę). Bez wątpienia pozbawiało to sił poszczególnych zawodników szczecińskich, którzy musieli obyć się bez zmienników, ale mimo to nie dali się zaskoczyć, nie tracąc w pierwszej kwarcie już więcej punktów.

Mimo że defensywa pozwoliła na stratę 39 punktów, to momentami było widać, że w optymalnym składzie będą w stanie postawić się formacji prowadzonej przez Chrisa Jeffrey’a. Testowaliśmy kilka nowych ustawień, które pomogą nam przygotować się lepiej do fazy playoffs.
Daniel Wysocki, koordynator ofensywy Husarii Szczecin

W formacji ofensywnej gości najbardziej eksploatowany był Noah Whittle, który swoją zwinnością, niezłomnością i polotem starał się zdobywać teren, co w większości się udawało, lecz na więcej niż 10 jardów nie mógł liczyć. Nie mniej, dużo większy nacisk na rozgrywanie piłki po ziemi, dawał szansę na zaskoczenie przeciwnika rozwiązaniami podaniowymi. Tomasz Martynow nie rozegrał fenomenalnych zawodów – zasłużył co najwyżej na ocenę dobrą – ale w większości jego piłki znajdowały się w zasięgu skrzydłowych. Głównie Mateusza Dubickiego, ponieważ to on był najbardziej wykorzystywanym odbierającym i największą zmorą drugiej, trzeciej linii obrony. Współpraca ta zaowocowała nawet przyłożeniem w drugiej kwarcie. Dzięki świetnemu przechwytowi Macieja Jaroszewskiego w defensywie i 45-jardowym powrocie, goście znaleźli się na piątym jardzie przed polem punktowym. Rozgrywający zamarkował oddanie piłki do biegacza, a sam obracając się wokół własnej osi uciekł do prawej strony boiska, znajdując w polu punktowym Dubickiego, który chwilę wcześniej urwał się spod krycia Konrada Filipiaka.

Okazję do zdobycia kolejnych punktów, szczecinianie, mieli niemal natychmiast. Niezawodny Jaroszewski znów przechwycił futbolówkę rzuconą przez Christiana Jeffrey’a i popędził z nią około 20 jardów. Późniejsza, 15-jardowa indywidualna kara na niekorzyść dla gospodarzy, przybliżyła podopiecznych Daniela Wysockiego na 12 jardów przed strefą końcową. Ostatecznie, stołecznych uratował Jan Korkuć, który złapał piłkę w endzone i popędził z nią aż 98 jardów zostając powalonym na jard przed przyłożeniem. Niestety, akcja została cofnięta przez przewinienie, które wcześniej zostało uchwycone przez arbitrów. Tym sposobem gospodarze rozpoczynali serię ofensywną z 20 jarda własnej połowy. Jak się później okazało, kolejne punkty Eagles były tylko kwestią czasu, bo jeszcze przed przerwą Aleksander Kawiarowski złapał podanie od swojego rozgrywającego w strefie końcowej.

Jeszcze w przerwie pomiędzy połowami można było oczekiwać, że to spotkanie nie jest jeszcze w pełni rozstrzygnięte, lecz – jak się okazało – sił na równorzędną walkę, Husarzom, starczyło tylko do połowy trzeciej odsłony. Aleksander Kawiarowski już w pierwszej akcji po przerwie popisał się niemal 60-jardową akcją powrotną po kickoffie, ustawiając piłkę na 26 jardzie przed polem punktowym. Takiej okazji nie mógł nie wykorzystać Jeffrey, który, jakby nie zrażony dwoma przechwytami w pierwszej połowie, posłał piłkę między dwóch obrońców w stronę Piotra Pamulaka, a ten perfekcyjnie wykonał swoją pracę i mógł zapisać sześć punktów na własne konto. To wyraźnie podłamało przyjezdnych, którzy już nie uwierzyli w możliwość dogonienia rywala, co poskutkowało licznymi zmianami i oszczędzaniem sił najważniejszych zawodników. W miejsce Tomasza Martynowa, który narzekał na uraz kolana, wszedł Kamil Klebieko, a na pozycji biegacza Whittle’a zastąpił Paweł Wroński. W obronie również doszło do zmian, kiedy na drobny uraz barku zaczął skarżyć się Maciej Jaroszewski, a na ból w przedramieniu Michał Szczurowski. To też spowodowało bardziej efektywne serie ofensywne gospodarzy, którzy nie zamierzali odpuszczać. Kolejny przechwyt zaliczył Jan Korkuć i przetransportował ją z 35 jarda swojej połowy na 15-sty przeciwnika. Seria prowadzona przez Jeffrey’a, która przedłużyła się do czwartej kwarty, ostatecznie zakończyła się jego punktami po 4-jardowym biegu i nieutrzymaniu contain przez Husarię. Po tej akcji na zmiany nadszedł czas również w składzie gospodarzy, bowiem na boisku pojawił się Tadeusz Bellaby. Widać, że na swoim stadionie czuje się pewnie i komfortowo, czego dowodem było jego drugie przyłożenie w sezonie, po 22-jardowym podaniu do Kawiarowskiego.

Gospodarze po raz kolejny udowodnili, że są już całkowicie inną drużyną niż na początku sezonu. Niewiarygodne, jak zmieniła się gra nie tylko formacji obronnej (bardziej skoncentrowana, zdyscyplinowana, tworząca żelazny kolektyw), ale przede wszystkim formacja ataku. Christopher Jeffrey wygląda jakby mógł podawać nawet do przypadkowych skrzydłowych, a cały korpus jakby był złożony z samych liderów. Po każdej kolejce możemy wskazać jednego odbierającego, którego współpraca z rozgrywającym układała się najlepiej, lecz za każdym razem będzie to inny zawodnik. Tym razem padło na Krzysztofa Stojaka, który do tej pory był gdzieś w cieniu, a w sobotę pokazał, że nie boi się odpowiedzialności i popisywał się, czasem wręcz, niemożliwymi zagraniami.

W szczecińskim zespole największą wartością – jak co mecz – okazał się Maciej Jaroszewski, który doczekał się pierwszego przechwytu, czym nieco zaburzył statystyki rozgrywającego Eagles. Ponadto, z dobrej strony pokazali się Mateusz Waniewski i Maciej Adamiak, z czego ten drugi był zmuszony na zmianę pozycji z linii ofensywnej (right tackle) na defensywną (defensive end). Michał Szczurowski i Piotr Kaczmarczyk skutecznie załatali dziurę po absencji Norberta Szczęsnego. Natomiast w ataku, mimo że nie dostał żadnej piłki, to Patryk Brączkowski może być zadowolony z tego, jak kreował sobie pozycje uwalniając się spod krycia.

- Miałem nadzieję, że uda nam się nawiązać walkę dłużej niż przez dwie kwarty, jednak krótka ławka i ciężkie warunki pogodowe sprawiły, że w połowie trzeciej kwarty wynik był już rozstrzygnięty. Zaczęliśmy więc oszczędzać kluczowych zawodników, aby uniknąć kontuzji. Niestety, nie udało nam się to do końca, bo Oskar Skorzybót po meczu wylądował w szpitalu z urazem kolana i najbliższe dni pokażą czy wyjdzie jeszcze na boisko w tym sezonie. - relacjonuje Daniel Wysocki, koordynator ofensywy Husarii Szczecin. - Mimo że defensywa pozwoliła na stratę 39 punktów, to momentami było widać, że w optymalnym składzie będą w stanie postawić się formacji prowadzonej przez Chrisa Jeffrey’a. Testowaliśmy kilka nowych ustawień, które pomogą nam przygotować się lepiej do fazy playoffs. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony progresem, jaki nastąpił w grze rozgrywającego Orłów. W krótkim okresie czasu odmienił całkowicie sposób gry drużyny z Warszawy. - dodaje.

- Do meczu podeszliśmy z chęcią zakończenia sezonu regularnego bez porażki. Ofensywa odrobiła lekcje i wykorzystywała błędy w ustawieniu przeciwnika, dodatkowo dobra gra w defensywie pozwoliła nam na sukcesywne zdobywanie punktów. Mimo przechwytów i straty przyłożenia, byliśmy w stanie spełnić założenia postawione na ten mecz. Cały sezon pracujemy i staramy się wyeliminować jak najwięcej błędów, dlatego i po tym spotkaniu będziemy trenować tak, by w następnym meczu było ich jak najmniej. Nie pokazaliśmy jeszcze wszystkiego, więc możliwe, że w półfinale zaskoczymy przeciwników czymś nowym. - podsumowuje Antoni Grobel, ofensywny liniowy Warsaw Eagles.

Warsaw Eagles – Husaria Szczecin 39:6 (6:0; 14:6; 7:0; 12:0)

I kwarta
6:0 – przyłożenie Krzysztofa Stojaka po 24-jardowej akcji po podaniu Christophera Jeffrey’a

II kwarta
13:0 – przyłożenie Christophera Jeffrey’a po 12-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Filip Twardowski)
13:6 – przyłożenie Mateusza Dubickiego po 5-jardowej akcji po podaniu Tomasza Martynowa
20:6 – przyłożenie Aleksandra Kawiarowskiego po 4-jardowej akcji po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Filip Twardowski)

III kwarta
27:6 – przyłożenie Piotra Pamulaka po 26-jardowej akcji po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Filip Twardowski)

IV kwarta
33:6 – przyłożenie Christophera Jeffrey’a po 3-jardowej akcji biegowej
39:6 – przyłożenie Aleksandra Kawiarowskiego po 22-jardowej akcji po podaniu Tadeusza Bellaby

MVP meczu: Jan Korkuć (Warsaw Eagles)

Widzów na meczu: 800

Aktualności

Warsaw Eagles z trzecim tytułem mistrzowskim!

2018-07-22
XIII SuperFinał: Warsaw Eagles – Kozły Poznań 33:12