TOPLIGA

Lider rośnie w siłę

14/05/2018 | Jakub Kaczmarek Biuro Prasowe PLFA

Sobotnia rywalizacja na Bemowskim Ośrodku Piłki Nożnej OSiR była niezwykle istotna pod wieloma względami. Pomijając prestiż i wagę derbowych zmagań, goście pragnęli udowodnić, że są w stanie konkurować z najlepszymi, pomimo pierwszego roku istnienia organizacji. Za to Eagles chcieli zachować czyste konto, powiększyć przewagę nad swoimi rywalami i dążyć do perfekcyjnego zakończenia sezonu zasadniczego. Gospodarze podchodzili do tego meczu z dużą dozą pewności siebie znając swoją przewagę fizyczną oraz poszczególne rozwiązania taktyczne przeciwnika. Natomiast przyjezdni zapowiadali nowe rozwiązania w swoim planie taktycznym i dało się wyczuć dużą mobilizację oraz motywację, by sprawić niespodziankę.

Lepiej spotkanie rozpoczęli gospodarze, którzy umiejętnie rozczytywali zagrywki Monarchs, a więc przeplatane biegi Witolda Szpotańskiego i próby podań Jarena Williamsa do swoich skrzydłowych. W otwierającej mecz serii ofensywy z Ząbek, nie potrafili przełamać granicy pierwszych dziesięciu jardów, przez co zmuszeni zostali do wprowadzenia formacji specjalnej i odkopnięcia piłki. Sytuacja tylko pozornie okazała się nie groźna bowiem linia ofensywna nie wytrzymała naporu obrońców, przez co piłka została zablokowana i wyszła za pole punktowe w wyniku czego, Orły mogły zapisać sobie pierwsze dwa punkty po swojej stronie na tablicy wyników. Chwilę później goście stanęli przed okazją by zreflektować się za popełniony błąd co wykorzystali, lecz z pomocą swoich przeciwników. Kluczowa okazała się kara na połowie Eagles, która przesunęła ofensywę o 15 jardów w „czerwoną strefę”, czego przyjezdni nie mogli nie wykorzystać. Biegi Macieja Bączka i Witolda Szpotańskiego – które dominowały przez wszystkie cztery kwarty – otworzyły w końcu drogę do pola punktowego na czwartym jardzie przed końcową linią.

Jak miało się później okazać, to były jedynie dobre złego początki dla Monarchs, bo do zakończenia pierwszej połowy nie byli w stanie już zagrozić gospodarzom. Ofensywa prowadzona przez Christophera Jeffrey’a była w świetnej dyspozycji i ciężko było dopatrzeć się w niej słabego ogniwa. Biegi Jacka Martona były równie efektywne co w przypadku pierwszego meczu, choć nie przynosiły aż tak dużej zdobyczy jardowej (lecz nadal wystarczającej, by utrzymywać regularność zdobywania pierwszych prób), co również podsumowuje grę linii ofensywnej. Akcje wywoływane przez amerykańskiego rozgrywającego były w większości trafne i jedynie błędy w komunikacji lub na podłożu technicznym decydowały o ich niepowodzeniu (trzykrotnie „witał się” z murawą po sackach Roberta Kośli, Jana Kadzikiewicza i Artema Nitiewskiego). Mimo wszystko, pewna seria poprowadzona jeszcze w pierwszej kwarcie, która spaliła dużą część czasu z zegara meczowego, pozwoliła na odzyskanie prowadzenia. Autorem przyłożenia został Piotr Pamulak, po fantastycznym podaniu między obrońców.

Dynamikę gry zakłócały jedynie żółte flagi, które wprowadzały wiele zamieszania i wybijały z rytmu zawodników. Kontrowersje wywołała chociażby sytuacja z udziałem jednego z obrońców gospodarzy, który przechwycił podanie Williamsa, lecz po chwili upuścił futbolówkę i czym prędzej nakrył ją swoim ciałem. Teoretyczne fumble recovery zostało w ostateczności zinterpretowane jako niekompletne podanie, co poirytowało poszczególnych graczy. Mimo wszystko defensywa spisywała się wyśmienicie i konsekwentnie zatrzymywała kolejne akcje.

Sezon jest procesem, w którym staramy się poprawiać z meczu na mecz. Obecnie przygotowujemy się do następnej kolejki mając tylko jeden cel, pozostania tam, gdzie aktualnie jesteśmy w tabeli. Po niej spojrzymy na kolejną. Ponownie dowiedzieliśmy się czegoś więcej o naszych słabościach i poprawimy je.
Jason Abney, koordynator ofensywy Monarchs Ząbki

Tymczasem w drugiej kwarcie swoją obecność zaznaczył Aleksander Kawiarowski. 19-letni skrzydłowy na spółkę ze swoim rozgrywającym ratowali drużynę z beznadziejnych sytuacji. Dwukrotnie wychodzili z opresji w trzecich próbach – mając do przejścia ponad 20 jardów – a raz w niezwykle efektowny sposób, kiedy to Kawiarowski złapał futbolówkę za linią boczną, ale utrzymując stopy w boisku wykazując się przytomnością umysłu i nieprzeciętnymi umiejętnościami. Widać było, że z każdą akcją i piłką czuł się na boisku komfortowo, zdawał sobie sprawę z przewagi nad obrońcami i pewnie wykonywał swoją pracę. Podobnie jak Maciej Wudecki, który również uczestniczył w wielu kluczowych akcjach, gubił krycie obrońców często będąc otwartym dla Jeffrey’a, co zaowocowało nawet 26-jardowym przyłożeniem. W kolejnej serii swoje zawody ukoronował również i wcześniej wspomniany skrzydłowy, łapiąc 19-jardowe podanie. Kiedy wydawało się, że gospodarze zejdą do szatni z komfortową przewagą trzech posiadań, to jeszcze w ostatnich minutach udało im się wykorzystać kolejny błąd w kryciu drugiej i trzeciej linii obrony. Piotr Pamulak złapał futbolówkę na 42 jardzie własnej połowy i mając otwarte pole przed sobą pomknął prosto do strefy punktowej.

Wynik 29:7 do przerwy dawał gospodarzom duży komfort w kontrolowaniu spotkania, a przede wszystkim przewagę mentalną. Monarchs nie byli w stanie wiele zrobić w ofensywie, zawodnicy ustawieni na linii wznowienia akcji niezbyt sprostali zadaniu, aby zapewnić komfort swojemu rozgrywającemu, który niemal w każdej akcji podaniowej musiał ratować się przed sackiem. Ostatecznie na przestrzeni całego meczu, trzykrotnie był powalany na ziemię przed swoimi liniowymi (dwukrotnie przez Wiktora Nowaka i raz przez Konrada Filipiaka). Akcje biegowe również nie przynosiły pożądanych rezultatów, choć nie można było odmówić woli walki Szpotańskiemu, który starał się wyciągać z każdej akcji wszystko co tylko mógł. W drugiej odsłonie ich serie nabrały na regularności i efektywności, choć po części było to wynikiem „rozluźnienia” obrońców co wynikało z dużej przewagi. Tym bardziej, kiedy pierwsze przyłożenie po przerwie znów należało do nich, a konkretnie Michała Śpiczko po 9-jardowym podaniu.

Kirk Mastromatteo robił jednak wszystko, aby zmotywować swoich zawodników do dalszego zaangażowania, jakby rezultat był remisowy. Pragnął, aby jego zawodnicy walczyli do samego końca, nie popełniali niewymuszonych błędów i wykorzystywali wszystkie swoje atuty. Mimo wszystko, ofensywie z Ząbek udało się poprowadzić dobrą, długą serię, którą przesunęli się w obszar 20 jardów przed strefą końcową i po dobrym biegu Macieja Bączka wzdłuż linii wznowienia akcji oraz blokach ze strony jego kolegów zdobyli swoje drugie przyłożenie w meczu. Starali się podwyższyć za dwa punkty, lecz bezskutecznie, będąc zatrzymanym z dala od pola punktowego. Nie mniej, wlało to odrobinę pozytywnej energii w szeregi Monarchs, którzy uwierzyli w swoje umiejętności i to, że mogą – w jakimkolwiek stopniu – zmniejszyć przewagę rywali.

To przekonanie przyświecało im jednak tylko przez chwilę, gdyż przy okazji wznowienia gry po kickoffie, Jack Marton przypomniał wszystkim jak świetnie potrafi oceniać sytuacje na boisku znajdując wyjście nawet z beznadziejnej sytuacji i przebiec przez prawie całe boisko po przyłożenie. Ta sytuacja całkowicie podłamała gości, którzy schodzili na zmianę formacji z wyraźną frustracją, a Australijczyk w czwartej kwarcie jeszcze raz popisał się ponad 50-jardowym biegiem. Z tej okazji sztab trenerski postanowił, po raz pierwszy w tym sezonie, sięgnąć po rozwiązanie podwyższenia za dwa punkty, co również zakończyło się sukcesem, po kolejnym świetnym podaniu Amerykanina. Choć zamiejscowym udało się odpowiedzieć jeszcze jednym przyłożeniem – które bez wątpienia należało się Szpotańskiemu za cały wkład i starania – to była jedynie honorowa zdobycz, bowiem zwycięstwu Eagles już nic nie zagrażało. Na końcowe fazy spotkania Mastromatteo pozwolił wejść na dwie ostatnie serie Tadeuszowi Bellaby oraz Kamilowi Małeckiemu, aby mogli nabrać dodatkowego doświadczenia. Co prawda bez większych rezultatów, choć Małecki pokazał się w dwóch akcjach, w których zdobył pierwszą próbę.

Warsaw Eagles pozostają niepokonaną drużyną w grupie północnej, przy okazji pobijając tegoroczny rekord w ilości zdobytych punktów w meczu – 50. Do świętowania powody ma również sam Christopher Jeffrey, gdyż jest pierwszym, w historii Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego, który w najwyższej klasie rozgrywkowej zaliczył występ ze stuprocentową skutecznością podań przy minimum dziesięciu próbach. Do tego zdobył pięć przyłożeń przy pomocy czterech różnych skrzydłowych!

- Jesteśmy zadowoleni z naszej gry zarówno w defensywie, która jest w świetnej dyspozycji od początku sezonu, jak i w ataku. Podobnie jak w poprzednim spotkaniu, Monarchs nie byli w stanie spowolnić nas ani w grze biegowej ani podaniowej, czego świadectwem jest pełna skuteczność rzutów Chrisa Jeffreya. Cieszymy się, że udało nam się osiągnąć taki wynik przed własną publicznością. Z meczu na mecz jesteśmy coraz lepiej zgrani, co przekłada się na naszą efektywność i znajduje odzwierciedlenie na tablicy wyników. Nie mieliśmy problemów z realizacją założeń taktycznych i od pierwszego gwizdka kontrolowaliśmy przebieg spotkania. Zbyt wcześnie rozluźniliśmy się w końcowej części meczu, kiedy wynik był już przesądzony, co pozwoliło rywalom na zdobycie dwóch przyłożeń. Wciąż musimy pracować także nad skutecznością formacji specjalnych. - analizuje Maciej Wudecki, tight end Warsaw Eagles.

- Zdecydowanie oczekiwałem, że będziemy grać lepiej niż w pierwszym meczu, ale nie zawsze tak jest. To doświadczenie, z którego musimy wyciągnąć lekcje. Od samego początku Orły są faworytem do wygrania ligi i wiedzieliśmy, że będą bardzo trudnym przeciwnikiem.Cieszę się, że nareszcie zaczęła funkcjonować nasza gra biegowa. Pod tym względem był to zdecydowanie najlepszy mecz w sezonie. Myślę, że osiągnęliśmy pułap 100 jardów oraz zanotowaliśmy trzy przyłożenia. Wierzę, że na tym możemy budować naszą przyszłość. - twierdzi Phillip Dillon, trener główny Monarchs Ząbki. - Sezon jest procesem, w którym staramy się poprawiać z meczu na mecz. Obecnie przygotowujemy się do następnej kolejki mając tylko jeden cel, pozostania tam, gdzie aktualnie jesteśmy w tabeli. Po niej spojrzymy na kolejną. Ponownie dowiedzieliśmy się czegoś więcej o naszych słabościach i poprawimy je. - dodaje Jason Abney, koordynator ofensywy.

Warsaw Eagles – Monarchs Ząbki 50:21 (8:7; 21:0; 13:6; 8:8)

I kwarta
2:0 - safety po wyjściu piłki za pole punktowe po zablokowanym puncie drużyny Monarchs
2:7 - przyłożenie Witolda Szpotańskiego po 4-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Eryk Przepiórzyński)
8:7 - przyłożenie Piotra Pamulaka po 23-jardowej akcji, po podaniu Christophera Jeffrey’a

II kwarta
15:7 - przyłożenie Macieja Wudeckiego po 26-jardowej akcji, po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Filip Twardowski)
22:7 - przyłożenie Aleksandra Kawiarowskiego po 19-jardowej akcji, po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Filip Twardowski)
29:7 - przyłożenie Piotra Pamulaka po 68-jardowej akcji, po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Filip Twardowski)

III kwarta
35:7 - przyłożenie Michała Śpiczko po 9-jardowej akcji, po podaniu Christophera Jeffrey’a
35:13 - przyłożenie Macieja Bączka po 14-jardowej akcji biegowej
42:13 - przyłożenie Jacka Martona po 76-jardowej akcji powrotne po kick-offie (podwyższenie Piotr Pamulak)

IV kwarta
50:13 - przyłożenie Jacka Martona po 57-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Piotr Pamulak po podaniu Christophera Jeffrey’a)
50:21 - przyłożenie Witolda Szpotańskiego po 3-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Dominika Krzaka po podaniu Jarena Williams’a)

MVP meczu: Christopher Jeffrey (Warsaw Eagles)

Widzów na meczu: 600

Aktualności

Sprawdzian charakteru

2018-06-15
Runda Dzikich Kart: Mustangs Płock – Husaria Szczecin